• Wpisów: 26
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis: 41 dni temu, 14:16
  • Licznik odwiedzin: 1 116 / 286 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
adrain
 
Stanęłam przed małą miejscową restauracją "Century" czekając na "cycastą, zakręconą kowbojkę z blond krótkimi włosami", którą słowo w słowo tak opisał Chuck.
Ktoś z tyłu puknął mnie delikatnie w ramię.
- Pani Rain? - zapytał, skrzeczący kobiecy głos.
Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam kobietę z wydatnym biustem, całkiem ładnymi rysami twarzy, włosami przystrzyżonymi równo z brodą i pełnymi ustami.
Uśmiechnęłam się ciepło.
Usiadłam wraz z kobietą przy małym rzeźbionym stoliku, na którym stała świeczka.
- Jodi Billingham - powiedziała, podając mi dłoń nad świeczką.
Ścisnęłam ją przyjaźnie, uśmiechając się.
- No Pani Rain, proszę mi opowiedzieć czego potrafi Pani dokonać w kuchni, Chuck strasznie Panią wychwalał, ma szczęście, że wierzę mu na słowo.
- Tak naprawdę to nigdy nie pracowałam w takim zawodzie, moje potrawy to jedynie kuchenne eksperymenty - jęknęłam, zastanawiając się czy powinnam być szczera.
- Cieszę się, takie są najlepsze. Zacznie Pani od jutra. Widzimy się o ósmej, skończy Pani pracę około 14. Adriane, jeżeli będziesz miała jakieś pytania, śmiało. Nie jestem wredną szefową, choć niektórzy mnie za taką mają - powiedziała, uśmiechając się i ukazując równe, białe zęby.
- Jasne, dziękuję, do zobaczenia.
Wstałam od stolika i pożegnałam się z całkiem sympatyczną nową szefową.
Postanowiłam, że zrezygnuję z taksówki i nie tylko dlatego, że chciałam oszczędzać, ale po prostu chciałam się przespacerować.
Z małej kopertówki wyjęłam komórkę i wybrałam numer do Chucka.
- No i jak? Znalazłaś cycastą kowbojkę? - zapytał szyderczo.
- Chuck, daj spokój, jest naprawdę w porządku, zaczynam od jutra - powiedziałam, zanosząc się śmiechem.
- Gdzie jesteś? - zapytał, zmieniając ton głosu.
- Właśnie wracam do domu.
- Pieszo?
- Tak, czemu pytasz? - zapytałam.
- Jest późno, martwię się, proszę napisz kiedy dotrzesz do domu, obiecuję, że jutro się widzimy.
- O 14 kończę pracę - wtrąciłam.
- Podjadę po Ciebie.
- Chuck, zastanawiałam się nad sprzedażą domu - powiedziałam szybko, gryząc się w język.
- To dobry pomysł, jeśli chcesz możecie zatrzymać się u mnie do czasu aż nie znajdziesz nowej oferty, naprawdę czasami jest nudno mieszkać samemu w wielkim domu z psem - jęknął.
- Przemyślę to, właśnie otwieram drzwi domu, nie masz się o co martwić, do jutra, kocham Cię, zapytam dzieci co sądzą na ten temat - powiedziałam, rozłączając się.
Weszłam do pokoju dzieci, które już spały, więc po cichu włączyłam laptopa i wystawiłam na aukcji nasz dom, wklejając zdjęcia sprzed kilku dni.
  • awatar Allie Songin: No pewnie , że możesz sprzedać dom . Tylko czy twoje dzieci lubią Chucka ? Zapraszam do mnie ;)
  • awatar Allie Songin: To się cieszę ;)
  • awatar Ellie Diffenbaugh: No, no czekam na kolejny wpis. Zamieszkajcie wraz z Chuckiem ;)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

adrain
 
Następnego dnia przeszłam do mniej przyjemnych rzeczy, a jednak tych obowiązkowych.
W pokoju moich pociech skorzystałam z laptopa, wchodząc na stronę banku, z zamiarem zapłacenia rachunków.
Zmarszczyłam brwi.
Rachunek był dość wysoki w porównaniu do innych, jednak spróbowałam przelać kwotę.
Na białym tle wyświetlił się niebieski napis "BRAK ŚRODKÓW NA KONCIE".
- Cholera - zaklęłam.
Sprawdziłam stan konta.
Pozostało mi jedynie 500 złotych na ten miesiąc.
Przygryzłam wargę.
To prawda, nie pracowałam, jednak dotychczas bardzo dobrze sobie radziłam, kiedy rodzice przysyłali mi pieniądze, a Laurent płacił alimenty, najwyraźniej musiałam coś zmienić.
Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę.
Chuck po trzecim sygnale odebrał.
- Adriane czy coś się stało?
- Mógłbyś się dzisiaj spotkać? Mam problem i to wcale nie taki mały, chciałam porozmawiać, to pilne - jęknęłam.
- Kochanie, mam dzisiaj ważną operację, kończę pracę dopiero późną nocą, nie uda mi się wyrwać, mów co się stało - powiedział przejęty.
- Skończyły mi się środki na koncie na ten miesiąc, nie mam jak zapłacić rachunków i opłaty za szkołę Jaimiego.
- Jeżeli chcesz mogę pożyczyć Ci pieniądze na ten miesiąc.
- Nie, Chuck! Nie chcę od Ciebie żadnych pieniędzy, po prostu doradź mi co mam zrobić - westchnęłam.
- Lubisz gotować, prawda?
- No tak, a bo co?
- I robisz to doskonale, testowałem na własnym języku. Moja znajoma poszukuje pomocy w kuchni, niby nic, ale od czegoś trzeba zacząć. Umówię Cię z nią o 19.00 pod restauracją, dobrze? - zapytał, śmiejąc się.
- A co z dziećmi?
- Sądzę, że Charlaine nie będzie miała nic przeciwko co do tego aby jeszcze trochę z nimi zostać, poza tym z tego co pamiętam Amy zaraz kończy 7 lat, więc pójdzie do szkoły, a wtedy zazwyczaj będziesz już w domu, czasami mogę wpadać i się nimi zająć. Musze kończyć Adriane, zadzwonię później.
- Chuck.. - zaczęłam.
- Tak? - zapytał z tonem nadziei w głosie.
- Kocham Cię - szepnęłam.
- Ja Ciebie też, Adriane, do usłyszenia - powiedział rozłączając się.
  • awatar Juliette Price: Na pewno sobie poradzisz, jesteś silną kobietą z doświadczeniem ;)
  • awatar Allie Songin: Hmm , skuś się , zobaczymy co wyjdzie z tej pracy ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

adrain
 
Kiedy taksówka zatrzymała się pod domem, serce zabiło mi szybciej i nie czekając na Chucka, szybko podbiegłam do drzwi, energicznie w nie pukając.
Po co pukam do drzwi domu, który jest mój?
W tym momencie otworzyła mi uśmiechnięta Char.
Rzuciłam się jej na szyję.
- Potem będziesz mi opowiadać o swoich przygodach, leć do dzieciaków - powiedziała, puszczając mi oko.
Szybkim krokiem weszłam do salonu, szeroko uśmiechając się do Amy i chwytając ją w objęcia.
Char zabrała moją córkę do fryzjera, oczywiście za moją zgodą aby podciąć jej rudawe włoski.
- Mama, kocham Cie - westchnęła, wtulając się małą główką w moje ramię.
Postawiłam ją na podłodze i podreptałam do sąsiedniego pokoju.
Na dywanie leżała Berry, merdając wesoło biało czarnym ogonem.
Przyklękłam obok niej, głaszcząc ją po plamistym łebku, a ona zarzuciła mi łapy na ramiona.
- Tęskniłam - powiedziała, zanosząc się śmiechem i całując ją w wilgotny czarny nos.
Weszłam do biblioteki oczekując tam Jaimiego i oczywiście zastałam tam mojego małego geniusza.
Chrząknęłam.
Jaimie szybko odrzucił książkę na bok i podbiegł od mnie, schyliłam się i objęłam go mocno.
- Jak radziliście sobie z Char? - zapytałam.
- Powinnaś raczej zapytać jak ja radziłam sobie z nimi, chodź już na obiad, masz szczęście na te specjalną okazję nawet to zrobiłam! - powiedziała, podpierając się na boki.
- Przez całą Twoją nieobecność jedliśmy pizze - mruknął Jaimie, idąc za nami.
- Już nigdy Was nie opuszczę, - powiedziałam, obejmując ramieniem Char z Amy na rękach i Jaimiego - ale dajcie mi jeszcze sekundkę.
Szybkim krokiem podeszłam do Chucka, który w salonie odkładał walizki i nucił coś cicho pod nosem.
- Chuck, jeśli chcesz zostań z nami na obiad, bardzo chętnie Cię przyjmiemy - zaproponowałam.
- Nie, dziękuję Adriane, muszę wracać do szpitala, zadzwonię potem, naciesz się rodziną - powiedział, całując mnie w czoło.
Kiedy już odprowadziłam mojego partnera do drzwi, zasiadłam wraz z najbliższymi do stołu.
Kocham to życie.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

adrain
 
Idąc w kierunku małego żółtego punkciku wyróżniającego się spośród otaczającej mnie ciemności, szeleściłam piękną czerwoną suknią.
Ktoś chwycił mnie ciepłą dłonią, za moją dłoń.
- Chuck.. - szepnęłam, zachłystując się powietrzem.
- Jeśli chcesz zabiorę Cię jednak do restauracji, to bez sensu aby ta piękna suknia się marnowała - powiedział, całując mnie w usta.
- Kochanie, zróbmy to najnormalniej w świecie, przy ognisku też będzie ciekawie. Nie na co dzień ubieram się w takie cudowne ciuchy, ale też nie na co dzień jem w nich kiełbaski!
- Jak wolisz, chodźmy - odpowiedział, marszcząc brwi.
Usiadłam na drewnianym krzesełku, obok Chucka, prostując nogi.
Mój towarzysz podał mi kiełbaski, które zaraz nabiłam na gruby patyk.  
- Pychota - powiedziałam pomiędzy kęsami.
- Cieszę się, że Ci smakuje, najpiękniejsza - powiedział, głaszcząc mnie po policzku.
Oparłam się o jego potężne i umięśnione ramię, wzdychając.
- Musimy już iść, za niecałe 4 godziny czeka nas długa droga powrotna do domu - powiedział, wstając i podając mi dłoń.
Podniosłam się z krzesła i wtuliłam w jego tors.
- Kocham Cię - szepnął, kładąc policzek na mojej głowie.
Serce zabiło mi szybciej.
Bałam się tych słów, byłam uprzedzona, bałam się że ten związek zakończy się tak jak poprzedni.
Pocałowałam go namiętnie w usta.
Zaryzykowałam.
- Ja Ciebie też, Chuck.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

adrain
 
W białym miękkim szlafroku położyłam się na łóżku obok Chucka, lezącego w samych spodniach od dresu.
Jego nagi tors był umięśniony i wyglądał tak świetnie w świetle porannego słońca.
Spojrzałam na niego z pożądaniem, które natychmiastowo ujrzał.
Pogłaskał mnie po policzku, musnął różowymi wargami w czoło.
Byłam spragniona uczuć, takich prawdziwych, nie chciałam zwlekać.
Moja dłoń wplątana była w jego gęste, czarne włosy. Całowałam każdą cal jego doskonałego ciała.
Chuck z odwzajemnioną namiętnością i pożądaniem, podgryzał mój płatek ucha, kiedy już zaczęłam rozwiązywać sznurek szlafroku pod którym byłam całkowicie naga, zadzwoniła komórka Chucka.
Spojrzał na mnie przepraszająco.
Położyłam się w wygodnej pozycji i czekałam aż Chuck zakończy rozmowę, która nie odbywała się w żadnym języku który znałam, jednak wyczuwałam zdenerwowanie w jego głosie.
Kiedy już Chuck przycisnął czerwoną słuchawkę, stanął przy łóżku.
- Zaraz wracam, najdroższa.
Tak naprawdę nie wiedziałam o co chodzi, więc cierpliwie leżałam na łóżku, myśląc o tym co teraz robią moje dzieci.
Kiedy usłyszałam, że na powrót otwierają się drzwi instynktownie odwróciłam się w ich stronę.
Ten widok mnie zaskoczył.
Stał w nich elegancki Chuck, przebrany w czarny idealnie dopasowany garnitur.
- Chuck, co się dzieje? - zapytałam z szeroko otwartymi oczami.
- Wybacz mi, nie zdążymy na bal, już jutro musimy wracać do domów, jakiś szczególny wypadek w szpitalu. Proponowałem aby wzięli innego lekarza, ale nic z tego. Przepraszam, urządzę Ci własny bal, jak sobie zażyczysz, możemy iść do najdroższej restauracji - powiedział całując mnie w dłoń.
- Nie - powiedziałam krótko.
- Nie? Jesteś na mnie zła?
- Nie, Chuck. Oczywiście, że nie jestem zła. Uwielbiam z Tobą spędzać czas, ale już tęsknię za dziećmi, naprawdę doskonale się bawiłam, wcale nie musimy iść do najdroższej restauracji, zróbmy to zwyczajnie przy ognisku hotelowym. Świetnie rozumiem to, że musisz wracać do pracy. Ale błagam pozwól mi założyć moją sukienkę, nawet jeśli będziemy tańczyć na terenie hotelu. Nawet nie wiesz jak się namęczyłam wybierając ją!
- A więc dobrze, Adriane. Będę czekał mój kopciuszku, idź się przebierz - powiedział Chuck, kłaniając mi się.
Zaśmiałam się cicho.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

adrain
 
Stałam wśród ciemności rozcierając gęsią skórkę na ramionach.
- Wiesz Ch-Chuck, to chyba nie był dobry pomysł żeby jechać tak z miejsca - szepnęłam, drżąc z zimna.
- Może i nie był dobry, ale to był Twój pomysł, widzisz? Tam pomiędzy krzakami - powiedział Chuck wskazując prosto - są schody.
- Aha, widzę, chodźmy.
Ruszyliśmy żwawym krokiem przed siebie, Chuck szedł pierwszy, a jak krok w krok za nim.
Nagle się zatrzymał.
- Adriane, na pewno chcesz to zrobić? - zapytał niepewnie.
- Jasne, a co niby złego może się zdarzyć? Zjedzą nas robaki? - zapytałam śmiejąc się nerwowo.
- Sam nie wiem, zawsze byłaś odpowiedzialna, nie wiem co tam spotkamy.
- Och, daj spokój, gdyby to było niebezpieczne na pewno Twoja przyjaciółka nie wysyłałaby nas tu bez ostrzeżeń, chodźmy - powiedziałam, uśmiechając się.
Powoli zeszłam po brudnych, kamiennych, porośniętych mchem schodach.
- No i jesteśmy - powiedziałam z ulgą i dumą.
- Jasne i to chyba tyle z naszej podróży - powiedział Chuck wskazując na lewo.
Miał rację, wejście do następnej komnaty było zasypane stertą kamieni.
- Chuck! Zobacz, obok leży łom - powiedziałam puszczając mu oko.
Zmierzył mnie zimnym spojrzeniem.
- No dawaj, nie mów, że nie dasz rady.
Chuck z pewnością podniósł metalowe narzędzie i zaczął walić w stertę gruzu.
Dawało to spore efekty, bo za jakieś 10 minut, mieliśmy doskonałe przejście.
- Gratulacje siłaczu - pisnęłam, całując go w policzek.
Przeszłam przez kamienne drzwi z poczuciem siły i odwagi, którą dawał mi Chuck idący za mną.
Zachłysnęłam się powietrzem.
Znajdowaliśmy się w małej sali, która otoczona była identycznymi kamiennymi figurami ze złowrogim spojrzeniem.
- Kolejne utrudnienie - westchnął mój towarzysz.
I kolejny raz miał rację, ogromne kamienne drzwi, otoczone były srebrnym potężnym łańcuchem z kłódką.
- Gdzieś tu na pewno musi być klucz - powiedziałam do siebie.
Instynktownie rozejrzałam się na boki nie widząc niczego szczególnego.
Kropelka czegoś zimnego i mokrego spadła na mój policzek. Spojrzałam do góry.
Spostrzegałam mały srebrny kluczyk, wiszący na niebieskiej wstążce.
Szybko oceniłam odległość między ziemią, a wiszącym kluczem, ani ja ani Chuck nie dalibyśmy rady go sięgnąć.
Nim spostrzegłam siedziałam już na barkach Chucka, co było dość trudne ze względu na to że miałam koturny i sukienkę. Jednak udało nam się zdjąć klucz i przejść do kolejnego pomieszczenia.
Moje oczy zalała fala zieleni.
Doszliśmy najwidoczniej do ostatniego pomieszczenia, z krótko i idealnie przystrzyżonymi krzakami, które wyglądały na labirynt.
Na środku tej plątaniny roślin, stały dwa wysokie, rzeźbione kawałki drewna na którym znajdowały się pochodnie, a pomiędzy nimi stał brązowy kufer ze złotymi obiciami.
- Chuck! Tam jest! - wrzasnęłam, biegnąc w stronę kufra.
Otworzyłam go wstrzymując oddech i spostrzegłam mały papierowy zwinięty rulonik.
- Kawałek kartki? Spodziewałam się raczej drogocennej biżuterii, czy coś w tym stylu - powiedziałam z lekkim rozczarowaniem.
- Adriane, chodźmy już, wracajmy do hotelu, odpocznij - powiedział mój mężczyzna, biorąc mnie delikatnie za dłoń.
Mój mężczyzna.
 

adrain
 
- Wow! - pisnęłam wchodząc do ogromnego muzeum z pomarańczowej cegły.
- No chodź już, podekscytujesz się później - powiedział mi na ucho Chuck, odciągając mnie od pomarańczowej rzeźby smoka.
- Gdzie idziemy?
- Poszukamy mojej znajomej, Cheryl, rozglądaj się za wysoką blondynką, zapewne w długiej spódnicy - powiedział Chuck, chwytając mnie za rękę.
- To ta? - zapytałam wskazując na kobietę po drugiej stronie muzeum wolną ręką.
Blondynka odwróciła się do nas z ciepłym uśmiechem i ruszyła w naszą stronę.
- Bonjur Chuck! - pisnęła z francuskim akcentem.
- Bonjur Cheryl, ee.. - zaczęłam, zawstydzając się moim ubogim francuskim.
- Och, Ty zapewne jesteś Adriane, Chuck o Tobie wiele opowiadał! - powiedziała, klaszcząc w dłonie.
Odetchnęłam z ulgą na myśl, że będę mogła porozumieć się z tą kobietą w języku który dobrze znałam.
- Och, w takim razie nie muszę się przedstawiać.
- A więc Cheryl, czy oczekiwałaś ode mnie czegoś więcej nie licząc przedstawienia Adriane? - zapytał Chuck, głaszcząc mnie po zewnętrznej stronie dłoni.
- Właściwie to tak, mam do Was małą prośbę. Niestety mam dużo pracy w sklepie, a mam małą zagadkę do rozwiązania, więc pomyślałam, że Adriane pozna też Francję od innej strony.
Zauważyłam, że Chuckowi zabłysły oczy w ekscytacji.
- To ja miałam się ekscytować, nie Ty - szepnęłam mu na ucho.
- Okej zgadzamy się, gdzie mamy iść i czego szukać? - zapytał wesoło mój towarzysz.
- Musicie znaleźć wejście przy starych ruinach na końcu miasta, zejdziecie na dół. Nie powinno być żadnych przeszkód, na wszelki wypadek weźcie śpiwory i jakiś prowiant gdybyście mieli problem z przejściami, czy innymi nieudogodnieniami. Szukajcie starego drewnianego kufra, ze złotymi wzorami, znajdziecie go za roślinnym labiryntem. Muszę już iść, powodzenia! Au revoir ! - powiedziała Cheryl odchodząc.
- Myślałam, że będziemy musieli zrobić zakupy, a nie zwiedzać jakieś tunele - powiedziałam patrząc na Chucka.
 

adrain
 
Po kilku godzinnym locie samolotem i oczekiwaniu na taksówkę, w końcu znaleźliśmy się pod drzwiami hotelu.
- Bonjur à Paris Mademoiselle - powiedział basowym głosem Chuck podając mi rękę.
- Jak dobrze znasz francuski? - zapytałam śmiejąc się.
- Wystarczająco dobrze abyśmy tu przetrwali Amour.
- O rety, to urocze! Dziękuję, że zabrałeś mnie do tego kraju, jestem tu chwilę, a już czuję jak dużo się wydarzy, jak tu pięknie pachnie! - pisnęłam.
- Hm.. Rogaliki francuskie? Może potem dasz się skusić? Chodźmy do recepcji.
- Jesteś wspaniały Chuck - szepnęłam, całując go w policzek.
Weszłam za nim do pomieszczenia z zielonymi ścianami i drewnianą podłogą, podeszliśmy do starszej siwej Pani, która siedziała przy dużym drewnianym biurku.
Chuck wymienił kilka zdań ze starszą Panią po francusku, kiedy odchodziliśmy kobieta patrzyła na mnie ze zdumieniem.
- Chuck, czemu ona na mnie tak patrzy?
- Och, powiedziałem żeby do apartamentów obok nas na noc oprócz kluczy wręczała także zatyczki do uszu.
- Chuck! - wrzasnęłam, uderzając go w ramię i śmiejąc się.
Kiedy tylko weszliśmy do pokoju na drugim piętrze padłam na duże dwuosobowe łóżko z zieloną pościelą.
- Śpimy razem? - zapytałam, prostując nogi.
- Najwyraźniej tak. Mogłem się przejęzyczyć przy zamawianiu pokoju, miały być dwa łóżka jednoosobowe.
- I tak wiem, że zrobiłeś to celowo. Obok stoi całkiem wygodny fotel - powiedziałam, puszczając mu oko.
- O nie, jeśli chcesz przedzielę nas czerwoną taśmą z napisem "nie dotykać", ale pozwól spać mi w łóżku! - powiedział, patrząc na mnie błagalnie.
- No dobra, chodź - powiedziałam, klepiąc miejsce obok mnie.
Chuck z miną zwycięzcy położył się obok mnie.
- To co będziemy robić? - zapytałam ciekawsko.
- Zwiedzimy kilka muzeów, spotkamy się z moją znajomą, która może nam opowiedzieć coś ciekawego, a potem pójdziemy na bal.
Obróciłam się w jego stronę, kładąc głowę na klatce piersiowej.
- Jesteś wspaniały Chuck - szepnęłam.
Jego serce zabiło szybciej.
- Powtarzasz się.
Chuck obsunął się na łóżku i oparty na rękach patrzył na mnie z góry.
Powoli zbliżał swoją twarz do mojej.
Nie wytrzymałam i pocałowałam go.
Chuck odwzajemnił pocałunek z namiętnością, uczuciem, którego kiedyś zaznałam.
Sama nie wiedziałam czy chce je poznać na nowo.
 

adrain
 
Szeroko otworzyłam drzwi aby wypuścić nową współlokatorkę.
Zobaczyłam, że Jaimie z szerokim uśmiechem wygląda z okna.
Za chwilę wisiał mi na szyi piszcząc.
- Mamo, mamo, mamo, kocham Cię!
- Jasne, jest już Chuck? - zapytałam, śmiejąc się i całując syna w czoło.
- Tak, czeka już 2 godziny!
Złapałam się za głowę i szybko popędziłam do domu.
- Jestem!- sapnęłam, łapiąc oddech.
Chuck uśmiechnął się szeroko.
Miał na sobie szarą koszulkę, podwinięte spodnie i najnowsze Timberalnd'y.
- To jak, gotowa Madame? - zapytał podnosząc walizki.
- Jak najbardziej - odpowiedziałam z uśmiechem i poszłam w ślad za nim.
- Ja wrzucę walizki do samochodu, a Ty pożegnaj się z rodziną - powiedział, całując mnie w czoło.
Poszłam do sąsiedniego pokoju i chwyciłam Amy.
- Kochanie, mama wróci za kilka dni, ciocia Char się Wami zajmie - szepnęłam jej na ucho, tuląc ją.
- Jaimie, pomagaj cioci i bądźcie grzeczni - powiedziałam, mierzwiąc mu włosy.
Otarłam łzę, która skapnęła mi po policzku, robiąc prawie niewidoczną smugę na mojej sukience.
- Ooo, Adriane, tylko tu nam nie rycz! Obiecuję, że dzieci nie umrą śmiercią głodową, ani żadną inną! I obiecuję, żadnych imprez - krzyknęła Char, przytulając się do mnie.
- Trzymam za słowo!
- No, idź już, niech Chuck już dłużej nie czeka - powiedziała z uśmiechem Char, biorąc Amy na ręce.
- Okej, kocham Was, do zobaczenia za 3 dni! - rzuciłam i poszłam szybkim krokiem do Audi mężczyzny, którego nie dawno poznałam.
Czułam się tak młodo i szczęśliwie.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

adrain
 
- Char, ile jeszcze mamy czasu?! - wrzasnęłam chwytając się drzwiczek, kiedy moja przyjaciółka brała ostry zakręt.
- 30 minut.
- Jak daleko stąd jest schronisko? - zapytałam, bawiąc się kosmykiem włosów opadającym na moje czoło.
- Za następnym zakrętem, a co chcesz sobie zrobić torebkę? - zapytała z ironią.
- Chciałam dać prezent dzieciakom zanim wyjadę - powiedziałam, mierząc ją wzrokiem.
- No dobra, ale pospiesz się, bierzemy pierwszego lepszego kundla.
Char znowu wzięła zakręt, tym razem nieco delikatniej.
- Wysiadka! - wrzasnęła, zatrzymując się przed dużym ceglanym budynkiem.
Weszłam przez szklane drzwi i od razu uderzył mnie zapach sierści i czekolady.
- Czekolada? - zapytała zdumiona Char.
Zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do recepcji.
- Przepraszam, ile czasu mniej więcej zajmuje adopcja?
- Ma Pani szczęście akurat nikogo nie ma więc zajmie to maksymalnie pół godziny, o ile szybko pójdzie Pani wybór psiaka - odpowiedziała mi uprzejmie blondynka z ostro zarysowanymi kośćmi policzkowymi.
Skrzywiłam się.
- Dobra, Ty idź wybieraj tego kundla, a ja zadzwonię do Chucka, że się odrobinkę spóźnimy - powiedziała Char, szukając komórki w torebce Longchamp'a.
Szybkim krokiem poszłam za recepcjonistką i zobaczyłam około 100 zwierząt w boksach.
- Boże - szepnęłam, łapiąc się za głowę.
- Nic nie szkodzi, zaraz zwęzimy tor poszukiwań, suczka czy pies?
- Suczka, mam 2 dwójkę małych dzieci.
- Och, mam kilka kandydatek - odpowiedziała blondynka, skręcając w prawo.
Przed oczami miałam szczeniaka wilczura, czekoladową labradorkę i sięgającego do kolana suczkę dalmatyńczyka, która patrzyła na mnie wielkimi niebieskimi oczyma.
- Biorę tę! - pisnęłam, wskazując na łaciatą suczkę.
Podpisałam kilka papierków, wręczyłam recepcjonistce pieniądze jako symboliczny datek i szybko wraz z suczką pobiegłam do samochodu.
- No nie, jak mi obszczy siedzenia, to nie jedziesz do żadnego Paryża i to sprzątasz! - wrzasnęła Char ze śmiechem.
Pokaż wszystkie (2) ›