• Wpisów:29
  • Średnio co: 73 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 12:54
  • Licznik odwiedzin:3 506 / 2205 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ciesząc się, że śniadanie się już skończyło szybko poszłam do sypialni, nawet nie patrząc na Chucka.
Przebrałam się w spódnicę oraz zwykłą bluzkę, nie ma co się stroić i tak w pracy będę musiała założyć biały kuchenny worek.
Chwyciłam brązową torebkę od Marca Jacobsa i poszłam zajrzeć do Jaimiego.
- Gotowy? - zapytałam, ciepło się do niego uśmiechając.
- Jasne, mamo! - odpowiedział, zarzucając na ramię plecak i ruszając za mną po schodach.
Kiedy przechodziliśmy kuchnię Chuck zaczął iść w moją stronę chcąc się pożegnać, tak jak zawsze robiliśmy rano przed wyjściem do pracy.
Zmierzyłam go chłodnym spojrzeniem.
Od razu się zatrzymał i spojrzał na mnie pytająco.
- Do widzenia Chuck, do widzenia Gemmo - mruknęłam i wyszłam, a syn zaraz za mną machając do nich.
Wsiedliśmy do mojego samochodu i kierowaliśmy się w stronę szkoły.
- Wiesz mamo, sądzę, że ta cała służąca Chucka jest bardzo miła, wczoraj wieczorem upiekła mi nawet czekoladowe ciasteczka! Pycha - powiedział, oblizując się.
- Cieszę się - odpowiedziałam, uśmiechając się przesadnie.
Świetnie! Nie dość, że poluję na mojego (wkrótce) narzeczonego to jeszcze chce odebrać mi dzieci!
- Mamo to już tu! - wrzasnął Jaimie.
A ja zorientowałam się, że minęłam parę metrów parking szkolny.
- Jasne, wysiadaj - mruknęłam, pocierając dłonią czoło.
- W porządku, mamo?
- Jasne synku, nie martw się, idź ucz się!
Kiedy Jaimie zatrzasnął drzwi i pomachał mi przez szybę nie odpowiadając szybko odjechałam.
Nim się obejrzałam, pokonując kilka zakrętów byłam już pod miejscem pracy, najpopularniejszą knajpą w mieście - "Wrzosowisko"
Kiedy weszłam na zaplecze czekała na mnie już cycasta kowbojka.
- Dzień dobry, Jodi, przepraszam, jestem dziś strasznie poddenerwowana - westchnęłam.
- W porządku, rozumiem problemy z Chuckiem, powodzenia pierwszego dnia pracy, wszyscy Ci wszystko wytłumaczą - powiedziała, klepiąc mnie pokrzepiająco po ramieniu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Przez sen czuję delikatny pocałunek w usta.
- Adriane, kochanie - słyszę męski głos, który z miłością wymawia moje imię.
Przekręcam się do tej osoby na drugi bok, ziewając.
- Śpioszku - mówi czule.
Osobą okazuję się Chuck.
Zresztą kto inny jak nie on.
Uśmiecham się mimowolnie.
Cieszę się, że mam okazję spać w ciepłym i miękkim łóżku z mężczyzną, którego kocham, który pojawił się w moim życiu jak anioł, w nowym domu, który z nim dzielę, a w innych pokojach śpią moje jak mam nadzieję szczęśliwe dzieci.
Wzdycham głęboko.
- Coś się stało? - pyta zaniepokojony Chuck, marszcząc zabawnie czoło.
- Kocham to życie, Ciebie, dzieci, nowy dom.
Patrzy na mnie przerażony.
- Co? - pytam zdezorientowana.
- Zapomniałaś o Berry - odpowiada z udanym zarzutem.
- O mój Boże! - piszczę.
Zanosimy się śmiechem.
Jak mogłam zapomnieć o moim cudownym psie, który tak samo jak wszyscy wnosi w nasze życie tyle radości?
- Takie poranki są wspaniałe - szepczę, spoglądając przez okno będące na przeciwko naszego łóżka z którego widać z daleka małą kaskadę.
- Ja też, nie chcę tego psuć, ale chyba trzeba obudzić Jaimiego do szkoły.
- W porządku, możesz je obudzić, a ja pójdę przygotuję śniadanie?- pytam, głaszcząc go po piersi.
Delikatnie przeczesuje swoje czarne włosy.
- Tak właściwie to w porządku, ale Adriane, mamy lokaja, a właściwie lokaja płci żeńskiej, bo sam nie wiem jak to się odmienia! Więc śniadanie przygotowane jest już od 15 minut.
Czuję, że moja szczęka dotyka kolan.
- L- lokaja? - pytam, zacinając się.
- No tak, to zwalnia Cię z wielu obowiązków.
- Jasne - odpowiadam i wstaje z łóżka, zaciskając mocniej szlafrok.
Wychodzę z pokoju kierując się w stronę pokoju Jaimiego.
Podchodzę do jego łóżka, oglądając w tym samym czasie plakaty z wieloma teoriami naukowymi i plakatami Drogi Mlecznej.
- Mój mały naukowcu, pora wstawać, czeka Cię kolejny dzień zdobywania wiedzy! - szepczę mu do ucha.
Jaimie natychmiastowo wstaje z uśmiechem, pełen zapału do zdobywania wiedzy.
Jaka szkoda, że mi go brakowało w młodości!
Uśmiecham się sama do siebie.
Po wyjściu z pokoju Jaimiego od razu kieruję się do jadalni, dając pospać jeszcze trochę Amy.
Kiedy wchodzę do jadalni szczęka dotyka już moich stóp!
Rozumiem lokaj płci żeńskiej? Okej.
Jednak nie spodziewałam się, że będzie to piękna 20 letnia dziewczyna!
Ma długie ogniste włosy, zielone błyszczące oczy podejrzanie patrzące ukradkiem na Chucka i jak na mój gust zbyt krótką spódnicę.
- Dzień dobry - mamroczę, siadając przy stole.
Dziewczyna patrzy na mnie marszcząc brwi.
- Ach! Zapomniałbym, Maggie to Adriane, Adriane to Maggie. Maggie jest naszą eee - zacina się Chuck - no sama wiesz! A Adriane jest załóżmy moją dziewczyną. Przepraszam Was, ale mam dzisiaj problemy z wysłowieniem się!
Maggie patrzy na mnie pobłażliwie i od razu ponownie przenosi wzrok na Chucka, który jest okropnie rozmarzony.
Wpycham do ust kawałek sadzonego jajka i staram się nie myśleć o ognistowłosej dziewczynie, która może być pierwszym zagrożeniem mojego związku.
  • awatar Sylwia Rura: Wyczuwam komplikacje... Trzymaj się, świetny blog! :)
  • awatar (nie)dostępna ♥: wiesz wczytując się w to zagłębiam się i staje się to dla mnie interesujące .../*świetne*
  • awatar Gość: Bądź ostrożna co do Chucka. Świetny blog.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Stanęłam na progu nowego mieszkania.
Dłonie miałam zajęte torbami pełnymi kwiatów i innych podarunków dla właściciela.
Biodrem delikatnie trąciłam drzwi tak aby się zatrzasnęły.
Wąskim korytarzem weszłam do pierwszego pomieszczenia, które okazało się kuchnią.
Klasyczne, jasne kawowe odcienie, które współgrały z żywą zielenią roślin doniczkowych.
Torby wraz z zawartością postawiłam na szklanym stole planując dalsze zwiedzanie.
Pod moją dłonią zaszeleściła kartka z wręcz kaligrafowanym pismem, które natychmiast rozpoznałam.
" Ukochana Adriane,
miłego zwiedzania, mam nadzieje, że spodobają Ci się pokoje przygotowane dla dzieci, sypialnie także nieco zmieniłem i jest przystosowana dla nas dwojga.
Twój Chuck, do zobaczenia.
PS. Pamiętaj wejść na główny balkon!"
Uśmiechnęłam się i wsadziłam liścik w tylną kieszeń dżinsów, wchodząc ponownie w korytarz.
Weszłam do obszernego salonu w którym od razu w oczy rzucał się czarny wypolerowany fortepian, a także duże drzewo doniczkowe, którego nie potrafiłam rozpoznać. Najwyraźniej Chuck lubił duże i drogie rzeczy, bo na ścianie powieszona była ponad 50-calowa plazma, a na przeciwnej ścianie całą jej szerokość zajmowało szklane akwarium z tropikalnymi rybami.
- Niesamowite - mruknęłam sama do siebie.
Następnie poczłapałam na mahoniowych, kręconych schodach w górę i ponownie znalazłam się w jasnym korytarzu.
Otworzyłam pierwsze drzwi, które ukazały przede mną mały niebieski pokój z dużym łóżkiem, regałem pełnym książek i jak przypuszczam większość z nich była najbardziej zadbanymi egzemplarzami, a także mnóstwem plakatów z ciekawostkami i informacjami na temat świata.
Z całą pewnością był to pokój Jaimiego, Chuck się postarał.
Weszłam do pokoju znajdującego się naprzeciwko drzwi mojego syna i poczułam wspaniały zapach róż. Nic dziwnego, bo nad białym rzeźbionym biurkiem na idealnie prostej półce stał ich cały szereg, wszystko było idealnie skomponowane w tych samych odcieniach.
Mała jeszcze Amy dostała chyba największy pokój w całym domu i wyposażenie było takie o jakim ja zawsze marzyłam.
Porozstawiane było nawet kilka manekinów z przeróżnymi sukniami i ich projektami!
Udałam się do następnego pokoju, który znajdował się dopiero za zakrętem i tak jak się domyślałam tu także Chuck się nie pogorszył.
Wszystko było w moich ulubionych barwach, a wszędzie porozstawiane były ogromne świece.
Stwierdziłam, że miękkość tego łóżka z panterkową pościelą przetestuję później. Razem z Chuckiem.
Tak jak chciał weszłam po ostatnich wysokich schodach, które jak myślałam prowadziły na balkon główny.
Mój ukochany znowu był bez omyłkowy, wokół rozciągała się cudowna panorama lasu, rzeki, gdzieniegdzie widać było nawet stworzenia przebiegające przez polane.
- Kocham Cię Chuck - powiedziałam, siadając na drewnianym leżaku, licząc na to, że wiatr zaniesie te słowa do niego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Stanęłam przed małą miejscową restauracją "Century" czekając na "cycastą, zakręconą kowbojkę z blond krótkimi włosami", którą słowo w słowo tak opisał Chuck.
Ktoś z tyłu puknął mnie delikatnie w ramię.
- Pani Rain? - zapytał, skrzeczący kobiecy głos.
Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam kobietę z wydatnym biustem, całkiem ładnymi rysami twarzy, włosami przystrzyżonymi równo z brodą i pełnymi ustami.
Uśmiechnęłam się ciepło.
Usiadłam wraz z kobietą przy małym rzeźbionym stoliku, na którym stała świeczka.
- Jodi Billingham - powiedziała, podając mi dłoń nad świeczką.
Ścisnęłam ją przyjaźnie, uśmiechając się.
- No Pani Rain, proszę mi opowiedzieć czego potrafi Pani dokonać w kuchni, Chuck strasznie Panią wychwalał, ma szczęście, że wierzę mu na słowo.
- Tak naprawdę to nigdy nie pracowałam w takim zawodzie, moje potrawy to jedynie kuchenne eksperymenty - jęknęłam, zastanawiając się czy powinnam być szczera.
- Cieszę się, takie są najlepsze. Zacznie Pani od jutra. Widzimy się o ósmej, skończy Pani pracę około 14. Adriane, jeżeli będziesz miała jakieś pytania, śmiało. Nie jestem wredną szefową, choć niektórzy mnie za taką mają - powiedziała, uśmiechając się i ukazując równe, białe zęby.
- Jasne, dziękuję, do zobaczenia.
Wstałam od stolika i pożegnałam się z całkiem sympatyczną nową szefową.
Postanowiłam, że zrezygnuję z taksówki i nie tylko dlatego, że chciałam oszczędzać, ale po prostu chciałam się przespacerować.
Z małej kopertówki wyjęłam komórkę i wybrałam numer do Chucka.
- No i jak? Znalazłaś cycastą kowbojkę? - zapytał szyderczo.
- Chuck, daj spokój, jest naprawdę w porządku, zaczynam od jutra - powiedziałam, zanosząc się śmiechem.
- Gdzie jesteś? - zapytał, zmieniając ton głosu.
- Właśnie wracam do domu.
- Pieszo?
- Tak, czemu pytasz? - zapytałam.
- Jest późno, martwię się, proszę napisz kiedy dotrzesz do domu, obiecuję, że jutro się widzimy.
- O 14 kończę pracę - wtrąciłam.
- Podjadę po Ciebie.
- Chuck, zastanawiałam się nad sprzedażą domu - powiedziałam szybko, gryząc się w język.
- To dobry pomysł, jeśli chcesz możecie zatrzymać się u mnie do czasu aż nie znajdziesz nowej oferty, naprawdę czasami jest nudno mieszkać samemu w wielkim domu z psem - jęknął.
- Przemyślę to, właśnie otwieram drzwi domu, nie masz się o co martwić, do jutra, kocham Cię, zapytam dzieci co sądzą na ten temat - powiedziałam, rozłączając się.
Weszłam do pokoju dzieci, które już spały, więc po cichu włączyłam laptopa i wystawiłam na aukcji nasz dom, wklejając zdjęcia sprzed kilku dni.
  • awatar Patty Rasac: Twój blog jest świetny!Szkoda tylko,że nie widać nowych wpisów...;( Mam nadzieje,że jakiś dodasz! ;)
  • awatar Carrie Brown: Zamieszkaj z Chuckiem
  • awatar Gość: Zapraszam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Następnego dnia przeszłam do mniej przyjemnych rzeczy, a jednak tych obowiązkowych.
W pokoju moich pociech skorzystałam z laptopa, wchodząc na stronę banku, z zamiarem zapłacenia rachunków.
Zmarszczyłam brwi.
Rachunek był dość wysoki w porównaniu do innych, jednak spróbowałam przelać kwotę.
Na białym tle wyświetlił się niebieski napis "BRAK ŚRODKÓW NA KONCIE".
- Cholera - zaklęłam.
Sprawdziłam stan konta.
Pozostało mi jedynie 500 złotych na ten miesiąc.
Przygryzłam wargę.
To prawda, nie pracowałam, jednak dotychczas bardzo dobrze sobie radziłam, kiedy rodzice przysyłali mi pieniądze, a Laurent płacił alimenty, najwyraźniej musiałam coś zmienić.
Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę.
Chuck po trzecim sygnale odebrał.
- Adriane czy coś się stało?
- Mógłbyś się dzisiaj spotkać? Mam problem i to wcale nie taki mały, chciałam porozmawiać, to pilne - jęknęłam.
- Kochanie, mam dzisiaj ważną operację, kończę pracę dopiero późną nocą, nie uda mi się wyrwać, mów co się stało - powiedział przejęty.
- Skończyły mi się środki na koncie na ten miesiąc, nie mam jak zapłacić rachunków i opłaty za szkołę Jaimiego.
- Jeżeli chcesz mogę pożyczyć Ci pieniądze na ten miesiąc.
- Nie, Chuck! Nie chcę od Ciebie żadnych pieniędzy, po prostu doradź mi co mam zrobić - westchnęłam.
- Lubisz gotować, prawda?
- No tak, a bo co?
- I robisz to doskonale, testowałem na własnym języku. Moja znajoma poszukuje pomocy w kuchni, niby nic, ale od czegoś trzeba zacząć. Umówię Cię z nią o 19.00 pod restauracją, dobrze? - zapytał, śmiejąc się.
- A co z dziećmi?
- Sądzę, że Charlaine nie będzie miała nic przeciwko co do tego aby jeszcze trochę z nimi zostać, poza tym z tego co pamiętam Amy zaraz kończy 7 lat, więc pójdzie do szkoły, a wtedy zazwyczaj będziesz już w domu, czasami mogę wpadać i się nimi zająć. Musze kończyć Adriane, zadzwonię później.
- Chuck.. - zaczęłam.
- Tak? - zapytał z tonem nadziei w głosie.
- Kocham Cię - szepnęłam.
- Ja Ciebie też, Adriane, do usłyszenia - powiedział rozłączając się.
  • awatar Gość: Na pewno sobie poradzisz, jesteś silną kobietą z doświadczeniem ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kiedy taksówka zatrzymała się pod domem, serce zabiło mi szybciej i nie czekając na Chucka, szybko podbiegłam do drzwi, energicznie w nie pukając.
Po co pukam do drzwi domu, który jest mój?
W tym momencie otworzyła mi uśmiechnięta Char.
Rzuciłam się jej na szyję.
- Potem będziesz mi opowiadać o swoich przygodach, leć do dzieciaków - powiedziała, puszczając mi oko.
Szybkim krokiem weszłam do salonu, szeroko uśmiechając się do Amy i chwytając ją w objęcia.
Char zabrała moją córkę do fryzjera, oczywiście za moją zgodą aby podciąć jej rudawe włoski.
- Mama, kocham Cie - westchnęła, wtulając się małą główką w moje ramię.
Postawiłam ją na podłodze i podreptałam do sąsiedniego pokoju.
Na dywanie leżała Berry, merdając wesoło biało czarnym ogonem.
Przyklękłam obok niej, głaszcząc ją po plamistym łebku, a ona zarzuciła mi łapy na ramiona.
- Tęskniłam - powiedziała, zanosząc się śmiechem i całując ją w wilgotny czarny nos.
Weszłam do biblioteki oczekując tam Jaimiego i oczywiście zastałam tam mojego małego geniusza.
Chrząknęłam.
Jaimie szybko odrzucił książkę na bok i podbiegł od mnie, schyliłam się i objęłam go mocno.
- Jak radziliście sobie z Char? - zapytałam.
- Powinnaś raczej zapytać jak ja radziłam sobie z nimi, chodź już na obiad, masz szczęście na te specjalną okazję nawet to zrobiłam! - powiedziała, podpierając się na boki.
- Przez całą Twoją nieobecność jedliśmy pizze - mruknął Jaimie, idąc za nami.
- Już nigdy Was nie opuszczę, - powiedziałam, obejmując ramieniem Char z Amy na rękach i Jaimiego - ale dajcie mi jeszcze sekundkę.
Szybkim krokiem podeszłam do Chucka, który w salonie odkładał walizki i nucił coś cicho pod nosem.
- Chuck, jeśli chcesz zostań z nami na obiad, bardzo chętnie Cię przyjmiemy - zaproponowałam.
- Nie, dziękuję Adriane, muszę wracać do szpitala, zadzwonię potem, naciesz się rodziną - powiedział, całując mnie w czoło.
Kiedy już odprowadziłam mojego partnera do drzwi, zasiadłam wraz z najbliższymi do stołu.
Kocham to życie.
  • awatar Young...: Dzieci się za tobą mocno stęskniły :) .Cieszę się że wszyscy znowu razem ;)
  • awatar Sylwia Rura: Piękne życie. ;)
  • awatar Gość: Świetnie, że wróciłaś do rodziny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Idąc w kierunku małego żółtego punkciku wyróżniającego się spośród otaczającej mnie ciemności, szeleściłam piękną czerwoną suknią.
Ktoś chwycił mnie ciepłą dłonią, za moją dłoń.
- Chuck.. - szepnęłam, zachłystując się powietrzem.
- Jeśli chcesz zabiorę Cię jednak do restauracji, to bez sensu aby ta piękna suknia się marnowała - powiedział, całując mnie w usta.
- Kochanie, zróbmy to najnormalniej w świecie, przy ognisku też będzie ciekawie. Nie na co dzień ubieram się w takie cudowne ciuchy, ale też nie na co dzień jem w nich kiełbaski!
- Jak wolisz, chodźmy - odpowiedział, marszcząc brwi.
Usiadłam na drewnianym krzesełku, obok Chucka, prostując nogi.
Mój towarzysz podał mi kiełbaski, które zaraz nabiłam na gruby patyk.
- Pychota - powiedziałam pomiędzy kęsami.
- Cieszę się, że Ci smakuje, najpiękniejsza - powiedział, głaszcząc mnie po policzku.
Oparłam się o jego potężne i umięśnione ramię, wzdychając.
- Musimy już iść, za niecałe 4 godziny czeka nas długa droga powrotna do domu - powiedział, wstając i podając mi dłoń.
Podniosłam się z krzesła i wtuliłam w jego tors.
- Kocham Cię - szepnął, kładąc policzek na mojej głowie.
Serce zabiło mi szybciej.
Bałam się tych słów, byłam uprzedzona, bałam się że ten związek zakończy się tak jak poprzedni.
Pocałowałam go namiętnie w usta.
Zaryzykowałam.
- Ja Ciebie też, Chuck.
  • awatar Miss JJ: C U D O W N E ! ! !
  • awatar Sylwia Rura: Cudownie! *o*
  • awatar Gość: O rety, cudownie, że Chuck Ci to wyznał. Udanego powrotu do domu ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W białym miękkim szlafroku położyłam się na łóżku obok Chucka, lezącego w samych spodniach od dresu.
Jego nagi tors był umięśniony i wyglądał tak świetnie w świetle porannego słońca.
Spojrzałam na niego z pożądaniem, które natychmiastowo ujrzał.
Pogłaskał mnie po policzku, musnął różowymi wargami w czoło.
Byłam spragniona uczuć, takich prawdziwych, nie chciałam zwlekać.
Moja dłoń wplątana była w jego gęste, czarne włosy. Całowałam każdą cal jego doskonałego ciała.
Chuck z odwzajemnioną namiętnością i pożądaniem, podgryzał mój płatek ucha, kiedy już zaczęłam rozwiązywać sznurek szlafroku pod którym byłam całkowicie naga, zadzwoniła komórka Chucka.
Spojrzał na mnie przepraszająco.
Położyłam się w wygodnej pozycji i czekałam aż Chuck zakończy rozmowę, która nie odbywała się w żadnym języku który znałam, jednak wyczuwałam zdenerwowanie w jego głosie.
Kiedy już Chuck przycisnął czerwoną słuchawkę, stanął przy łóżku.
- Zaraz wracam, najdroższa.
Tak naprawdę nie wiedziałam o co chodzi, więc cierpliwie leżałam na łóżku, myśląc o tym co teraz robią moje dzieci.
Kiedy usłyszałam, że na powrót otwierają się drzwi instynktownie odwróciłam się w ich stronę.
Ten widok mnie zaskoczył.
Stał w nich elegancki Chuck, przebrany w czarny idealnie dopasowany garnitur.
- Chuck, co się dzieje? - zapytałam z szeroko otwartymi oczami.
- Wybacz mi, nie zdążymy na bal, już jutro musimy wracać do domów, jakiś szczególny wypadek w szpitalu. Proponowałem aby wzięli innego lekarza, ale nic z tego. Przepraszam, urządzę Ci własny bal, jak sobie zażyczysz, możemy iść do najdroższej restauracji - powiedział całując mnie w dłoń.
- Nie - powiedziałam krótko.
- Nie? Jesteś na mnie zła?
- Nie, Chuck. Oczywiście, że nie jestem zła. Uwielbiam z Tobą spędzać czas, ale już tęsknię za dziećmi, naprawdę doskonale się bawiłam, wcale nie musimy iść do najdroższej restauracji, zróbmy to zwyczajnie przy ognisku hotelowym. Świetnie rozumiem to, że musisz wracać do pracy. Ale błagam pozwól mi założyć moją sukienkę, nawet jeśli będziemy tańczyć na terenie hotelu. Nawet nie wiesz jak się namęczyłam wybierając ją!
- A więc dobrze, Adriane. Będę czekał mój kopciuszku, idź się przebierz - powiedział Chuck, kłaniając mi się.
Zaśmiałam się cicho.
  • awatar Sylwia Rura: @Afrodyta La Mort: No, pewnie tak.:)
  • awatar Gość: Z pewnością Chuck wymyśli coś cudownego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Stałam wśród ciemności rozcierając gęsią skórkę na ramionach.
- Wiesz Ch-Chuck, to chyba nie był dobry pomysł żeby jechać tak z miejsca - szepnęłam, drżąc z zimna.
- Może i nie był dobry, ale to był Twój pomysł, widzisz? Tam pomiędzy krzakami - powiedział Chuck wskazując prosto - są schody.
- Aha, widzę, chodźmy.
Ruszyliśmy żwawym krokiem przed siebie, Chuck szedł pierwszy, a jak krok w krok za nim.
Nagle się zatrzymał.
- Adriane, na pewno chcesz to zrobić? - zapytał niepewnie.
- Jasne, a co niby złego może się zdarzyć? Zjedzą nas robaki? - zapytałam śmiejąc się nerwowo.
- Sam nie wiem, zawsze byłaś odpowiedzialna, nie wiem co tam spotkamy.
- Och, daj spokój, gdyby to było niebezpieczne na pewno Twoja przyjaciółka nie wysyłałaby nas tu bez ostrzeżeń, chodźmy - powiedziałam, uśmiechając się.
Powoli zeszłam po brudnych, kamiennych, porośniętych mchem schodach.
- No i jesteśmy - powiedziałam z ulgą i dumą.
- Jasne i to chyba tyle z naszej podróży - powiedział Chuck wskazując na lewo.
Miał rację, wejście do następnej komnaty było zasypane stertą kamieni.
- Chuck! Zobacz, obok leży łom - powiedziałam puszczając mu oko.
Zmierzył mnie zimnym spojrzeniem.
- No dawaj, nie mów, że nie dasz rady.
Chuck z pewnością podniósł metalowe narzędzie i zaczął walić w stertę gruzu.
Dawało to spore efekty, bo za jakieś 10 minut, mieliśmy doskonałe przejście.
- Gratulacje siłaczu - pisnęłam, całując go w policzek.
Przeszłam przez kamienne drzwi z poczuciem siły i odwagi, którą dawał mi Chuck idący za mną.
Zachłysnęłam się powietrzem.
Znajdowaliśmy się w małej sali, która otoczona była identycznymi kamiennymi figurami ze złowrogim spojrzeniem.
- Kolejne utrudnienie - westchnął mój towarzysz.
I kolejny raz miał rację, ogromne kamienne drzwi, otoczone były srebrnym potężnym łańcuchem z kłódką.
- Gdzieś tu na pewno musi być klucz - powiedziałam do siebie.
Instynktownie rozejrzałam się na boki nie widząc niczego szczególnego.
Kropelka czegoś zimnego i mokrego spadła na mój policzek. Spojrzałam do góry.
Spostrzegałam mały srebrny kluczyk, wiszący na niebieskiej wstążce.
Szybko oceniłam odległość między ziemią, a wiszącym kluczem, ani ja ani Chuck nie dalibyśmy rady go sięgnąć.
Nim spostrzegłam siedziałam już na barkach Chucka, co było dość trudne ze względu na to że miałam koturny i sukienkę. Jednak udało nam się zdjąć klucz i przejść do kolejnego pomieszczenia.
Moje oczy zalała fala zieleni.
Doszliśmy najwidoczniej do ostatniego pomieszczenia, z krótko i idealnie przystrzyżonymi krzakami, które wyglądały na labirynt.
Na środku tej plątaniny roślin, stały dwa wysokie, rzeźbione kawałki drewna na którym znajdowały się pochodnie, a pomiędzy nimi stał brązowy kufer ze złotymi obiciami.
- Chuck! Tam jest! - wrzasnęłam, biegnąc w stronę kufra.
Otworzyłam go wstrzymując oddech i spostrzegłam mały papierowy zwinięty rulonik.
- Kawałek kartki? Spodziewałam się raczej drogocennej biżuterii, czy coś w tym stylu - powiedziałam z lekkim rozczarowaniem.
- Adriane, chodźmy już, wracajmy do hotelu, odpocznij - powiedział mój mężczyzna, biorąc mnie delikatnie za dłoń.
Mój mężczyzna.
 

 
- Wow! - pisnęłam wchodząc do ogromnego muzeum z pomarańczowej cegły.
- No chodź już, podekscytujesz się później - powiedział mi na ucho Chuck, odciągając mnie od pomarańczowej rzeźby smoka.
- Gdzie idziemy?
- Poszukamy mojej znajomej, Cheryl, rozglądaj się za wysoką blondynką, zapewne w długiej spódnicy - powiedział Chuck, chwytając mnie za rękę.
- To ta? - zapytałam wskazując na kobietę po drugiej stronie muzeum wolną ręką.
Blondynka odwróciła się do nas z ciepłym uśmiechem i ruszyła w naszą stronę.
- Bonjur Chuck! - pisnęła z francuskim akcentem.
- Bonjur Cheryl, ee.. - zaczęłam, zawstydzając się moim ubogim francuskim.
- Och, Ty zapewne jesteś Adriane, Chuck o Tobie wiele opowiadał! - powiedziała, klaszcząc w dłonie.
Odetchnęłam z ulgą na myśl, że będę mogła porozumieć się z tą kobietą w języku który dobrze znałam.
- Och, w takim razie nie muszę się przedstawiać.
- A więc Cheryl, czy oczekiwałaś ode mnie czegoś więcej nie licząc przedstawienia Adriane? - zapytał Chuck, głaszcząc mnie po zewnętrznej stronie dłoni.
- Właściwie to tak, mam do Was małą prośbę. Niestety mam dużo pracy w sklepie, a mam małą zagadkę do rozwiązania, więc pomyślałam, że Adriane pozna też Francję od innej strony.
Zauważyłam, że Chuckowi zabłysły oczy w ekscytacji.
- To ja miałam się ekscytować, nie Ty - szepnęłam mu na ucho.
- Okej zgadzamy się, gdzie mamy iść i czego szukać? - zapytał wesoło mój towarzysz.
- Musicie znaleźć wejście przy starych ruinach na końcu miasta, zejdziecie na dół. Nie powinno być żadnych przeszkód, na wszelki wypadek weźcie śpiwory i jakiś prowiant gdybyście mieli problem z przejściami, czy innymi nieudogodnieniami. Szukajcie starego drewnianego kufra, ze złotymi wzorami, znajdziecie go za roślinnym labiryntem. Muszę już iść, powodzenia! Au revoir ! - powiedziała Cheryl odchodząc.
- Myślałam, że będziemy musieli zrobić zakupy, a nie zwiedzać jakieś tunele - powiedziałam patrząc na Chucka.
 

 
Po kilku godzinnym locie samolotem i oczekiwaniu na taksówkę, w końcu znaleźliśmy się pod drzwiami hotelu.
- Bonjur à Paris Mademoiselle - powiedział basowym głosem Chuck podając mi rękę.
- Jak dobrze znasz francuski? - zapytałam śmiejąc się.
- Wystarczająco dobrze abyśmy tu przetrwali Amour.
- O rety, to urocze! Dziękuję, że zabrałeś mnie do tego kraju, jestem tu chwilę, a już czuję jak dużo się wydarzy, jak tu pięknie pachnie! - pisnęłam.
- Hm.. Rogaliki francuskie? Może potem dasz się skusić? Chodźmy do recepcji.
- Jesteś wspaniały Chuck - szepnęłam, całując go w policzek.
Weszłam za nim do pomieszczenia z zielonymi ścianami i drewnianą podłogą, podeszliśmy do starszej siwej Pani, która siedziała przy dużym drewnianym biurku.
Chuck wymienił kilka zdań ze starszą Panią po francusku, kiedy odchodziliśmy kobieta patrzyła na mnie ze zdumieniem.
- Chuck, czemu ona na mnie tak patrzy?
- Och, powiedziałem żeby do apartamentów obok nas na noc oprócz kluczy wręczała także zatyczki do uszu.
- Chuck! - wrzasnęłam, uderzając go w ramię i śmiejąc się.
Kiedy tylko weszliśmy do pokoju na drugim piętrze padłam na duże dwuosobowe łóżko z zieloną pościelą.
- Śpimy razem? - zapytałam, prostując nogi.
- Najwyraźniej tak. Mogłem się przejęzyczyć przy zamawianiu pokoju, miały być dwa łóżka jednoosobowe.
- I tak wiem, że zrobiłeś to celowo. Obok stoi całkiem wygodny fotel - powiedziałam, puszczając mu oko.
- O nie, jeśli chcesz przedzielę nas czerwoną taśmą z napisem "nie dotykać", ale pozwól spać mi w łóżku! - powiedział, patrząc na mnie błagalnie.
- No dobra, chodź - powiedziałam, klepiąc miejsce obok mnie.
Chuck z miną zwycięzcy położył się obok mnie.
- To co będziemy robić? - zapytałam ciekawsko.
- Zwiedzimy kilka muzeów, spotkamy się z moją znajomą, która może nam opowiedzieć coś ciekawego, a potem pójdziemy na bal.
Obróciłam się w jego stronę, kładąc głowę na klatce piersiowej.
- Jesteś wspaniały Chuck - szepnęłam.
Jego serce zabiło szybciej.
- Powtarzasz się.
Chuck obsunął się na łóżku i oparty na rękach patrzył na mnie z góry.
Powoli zbliżał swoją twarz do mojej.
Nie wytrzymałam i pocałowałam go.
Chuck odwzajemnił pocałunek z namiętnością, uczuciem, którego kiedyś zaznałam.
Sama nie wiedziałam czy chce je poznać na nowo.
 

 
Szeroko otworzyłam drzwi aby wypuścić nową współlokatorkę.
Zobaczyłam, że Jaimie z szerokim uśmiechem wygląda z okna.
Za chwilę wisiał mi na szyi piszcząc.
- Mamo, mamo, mamo, kocham Cię!
- Jasne, jest już Chuck? - zapytałam, śmiejąc się i całując syna w czoło.
- Tak, czeka już 2 godziny!
Złapałam się za głowę i szybko popędziłam do domu.
- Jestem!- sapnęłam, łapiąc oddech.
Chuck uśmiechnął się szeroko.
Miał na sobie szarą koszulkę, podwinięte spodnie i najnowsze Timberalnd'y.
- To jak, gotowa Madame? - zapytał podnosząc walizki.
- Jak najbardziej - odpowiedziałam z uśmiechem i poszłam w ślad za nim.
- Ja wrzucę walizki do samochodu, a Ty pożegnaj się z rodziną - powiedział, całując mnie w czoło.
Poszłam do sąsiedniego pokoju i chwyciłam Amy.
- Kochanie, mama wróci za kilka dni, ciocia Char się Wami zajmie - szepnęłam jej na ucho, tuląc ją.
- Jaimie, pomagaj cioci i bądźcie grzeczni - powiedziałam, mierzwiąc mu włosy.
Otarłam łzę, która skapnęła mi po policzku, robiąc prawie niewidoczną smugę na mojej sukience.
- Ooo, Adriane, tylko tu nam nie rycz! Obiecuję, że dzieci nie umrą śmiercią głodową, ani żadną inną! I obiecuję, żadnych imprez - krzyknęła Char, przytulając się do mnie.
- Trzymam za słowo!
- No, idź już, niech Chuck już dłużej nie czeka - powiedziała z uśmiechem Char, biorąc Amy na ręce.
- Okej, kocham Was, do zobaczenia za 3 dni! - rzuciłam i poszłam szybkim krokiem do Audi mężczyzny, którego nie dawno poznałam.
Czułam się tak młodo i szczęśliwie.
  • awatar Sylwia Rura: Szczęścia! :)
  • awatar Adriane Rain: @Afrodyta La Mort: 34 :)
  • awatar Gość: Życzę udanej zabawy, tak właściwie ile masz lat? Bo wyglądasz na bardzo młodą :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Char, ile jeszcze mamy czasu?! - wrzasnęłam chwytając się drzwiczek, kiedy moja przyjaciółka brała ostry zakręt.
- 30 minut.
- Jak daleko stąd jest schronisko? - zapytałam, bawiąc się kosmykiem włosów opadającym na moje czoło.
- Za następnym zakrętem, a co chcesz sobie zrobić torebkę? - zapytała z ironią.
- Chciałam dać prezent dzieciakom zanim wyjadę - powiedziałam, mierząc ją wzrokiem.
- No dobra, ale pospiesz się, bierzemy pierwszego lepszego kundla.
Char znowu wzięła zakręt, tym razem nieco delikatniej.
- Wysiadka! - wrzasnęła, zatrzymując się przed dużym ceglanym budynkiem.
Weszłam przez szklane drzwi i od razu uderzył mnie zapach sierści i czekolady.
- Czekolada? - zapytała zdumiona Char.
Zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do recepcji.
- Przepraszam, ile czasu mniej więcej zajmuje adopcja?
- Ma Pani szczęście akurat nikogo nie ma więc zajmie to maksymalnie pół godziny, o ile szybko pójdzie Pani wybór psiaka - odpowiedziała mi uprzejmie blondynka z ostro zarysowanymi kośćmi policzkowymi.
Skrzywiłam się.
- Dobra, Ty idź wybieraj tego kundla, a ja zadzwonię do Chucka, że się odrobinkę spóźnimy - powiedziała Char, szukając komórki w torebce Longchamp'a.
Szybkim krokiem poszłam za recepcjonistką i zobaczyłam około 100 zwierząt w boksach.
- Boże - szepnęłam, łapiąc się za głowę.
- Nic nie szkodzi, zaraz zwęzimy tor poszukiwań, suczka czy pies?
- Suczka, mam 2 dwójkę małych dzieci.
- Och, mam kilka kandydatek - odpowiedziała blondynka, skręcając w prawo.
Przed oczami miałam szczeniaka wilczura, czekoladową labradorkę i sięgającego do kolana suczkę dalmatyńczyka, która patrzyła na mnie wielkimi niebieskimi oczyma.
- Biorę tę! - pisnęłam, wskazując na łaciatą suczkę.
Podpisałam kilka papierków, wręczyłam recepcjonistce pieniądze jako symboliczny datek i szybko wraz z suczką pobiegłam do samochodu.
- No nie, jak mi obszczy siedzenia, to nie jedziesz do żadnego Paryża i to sprzątasz! - wrzasnęła Char ze śmiechem.
  • awatar Gość: Dzieciaki będą na pewno zadowolone z suczki :)
  • awatar Gość: Zwierzęta są świetne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Aniele Pański chroń tę nienormalną kobietę! - wrzasnęła Char wyrywając mi długą czarną sukienkę.
- Char, cicho, ludzie na nas patrzą - szepnęłam gorączkowo, rozglądając się na boki.
- Adriane, jedziesz do Francji, na bal, z mężczyzną, przystojnym mężczyzną, nie założysz jakiejś żałobnej kiecki. To bal z prawdziwego zdarzenia, musisz wyglądać jak księżniczka.
Spojrzałam na nią spode łba i zaczęłam myszkować między wieszakami.
Ktoś zaczął szturchać moje ramię.
- O Boże Adriane, zobacz to! - wrzasnęła ponownie Char.
Ludzie w sklepie już się do tego chyba przyzwyczaili, że jakaś 30-latka, przyszła z przygrubą murzynką, która bez wahania drze się w miejscu publicznym.
A jednak, tym razem opłacił się wrzask mojej przyjaciółki.
- O mój Boże - jęknęłam.
Przed oczami miałam piękną i obszerną suknię. Wyglądała jak z filmu. Głęboki dekolt, odkryte ramiona, wąska talia, obfity w warstwy dół, krwawa czerwień.
- Bierzemy ją! - tym razem ja wrzasnęłam.
- Stop, najpierw ją przymierzysz, nie chcę żebyś wyglądała jak chihuahua w kostiumie balowym.
Wzięłam ciężką suknię wraz z wieszakiem i udałam się do przymierzalni.
Delikatnie wsunęłam ją na moje wpół nagie ciało.
- Wow! - pisnęła Char, klaszcząc w dłonie.
- To znaczy, że bierzemy?
- O ile masz przy sobie taką sumę.
Obróciłam szyję w drugą stronę, szukając metki.
Skrzywiłam się.
- Bal w Paryżu nie często się zdarza, więc niech już stracę - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
Char spojrzała na zegarek.
- Adriane, radziłabym się spieszyć, za godzinę Chuck będzie pod Twoim domem, a Ty jeszcze się nie spakowałaś.
Tym razem z przyspieszonym tempem zdjęłam piękną suknię, pobiegłam do kasy, a potem z piskiem opon wraz z moją przyjaciółką pojechałyśmy do domu.
  • awatar Leah & Others: Zazdroszcze sukienki ;D
  • awatar Gość: Napewno cudownie wyglądasz w tej kreacji. Życzę udanej wycieczki z świetnym mężczyzną, powinnaś się odprężyć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Z czytania gazety wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
- Już otwieram - mruknęłam.
Uchyliłam drzwi i ujrzałam dwie ukochane dziecięce twarze.
- Mamaaaa! - krzyknęły dzieciaki rzucając się na mnie.
- Tęskniłam - powiedziałam całując je w policzki.
- Taaa, to ja już pójdę - powiedział Laurent mierzwiąc nieco siwe włosy - A, prawie bym zapomniał, to dla Ciebie - powiedział podając mi nieco zżółciałą kopertę i odchodząc do samochodu.
- Mamo możemy coś zjeść? - zapytał Jaimie.
- Jasne, chodźcie - powiedziałam z uśmiechem.
Podałam dzieciakom zupę pomidorową, a one z uśmiechem zaczęły zajadać.
-Mamo, otworzysz ten list? -zapytał Jaimie, przerywając jedzenie i patrząc na mnie niecierpliwe.
- A tak, jasne, prawie o tym zapomniałam, kochanie - odpowiedziałam rozrywając kopertę.
Starannym pismem napisane były słowa ;
"Droga Adrianne,
piszę do Ciebie w dość stary i formalny sposób, ale taka jest moja natura.
Chciałbym Cię zapytać czy chciałabyś się udać ze mną na bal? Tak, bal z prawdziwego zdarzenia, z karnecikami i długimi sukniami.
Odpowiedz w sposób już współczesny (komórka).

Chuck."
Uśmiechnęłam się pod nosem składając kartkę w pół.
- I co tam jest napisane mamo? - zapytał ciekawsko Jaimie.
- Nic, synku. Dostałam zaproszenie - powiedziałam uśmiechając się i wstając od stołu aby zmyć naczynia.
- Gdzie?
- Na bal.
- Taki prawdziwy?
- Tak, taki prawdziwy, a teraz zabierz Amy na górę i kładźcie się spać. Kocham Was.
- My Ciebie też.
Kiedy tylko Jaimie z Amy wyszli, sięgnęłam po komórkę.
- Halo? - usłyszałam głos Chuck'a po pierwszym sygnale.
- Nie przeszkadzam? - zapytałam
- Akurat kładłem się spać, ale Ty nigdy nie przeszkadzasz. Przemyślałaś moją propozycję?
- Jasne, jestem na tak, tylko kiedy i gdzie?
- Za tydzień, tylko jeden problem, nie wiem czy odległość Cię nie zmartwi. Paryż.
- Paryż? Żartujesz?
- Nie, rozmawiałem już z Laurentem i zgodził się zająć dziećmi.
- Och, Paryż, to moje marzenie, ale... Niestety na razie muszę opłacić szkołę Jaimiego, więc nie mam za co kupić stroju i biletów, przykro mi Chuck, ale może zabierz kogo innego?
- Nie Pani Rain, biorę Panią, nawet jeśli będziemy musieli iść na piechotę. Zapłacę za wszystko. Jutro przyjdę po 10. Dobranoc.
- Nie zgadzam się abyś płaci... - zaczęłam, ale Chuck zakończył już rozmowę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Laurent, proszę Cię, przywieź mi dzieci, potrzebuję ich - szeptałam przez łzy do mojego BlackBerry.
- Adriane, czy coś się stało? Opanuj się, dzieciom nic nie jest, ale Ty wydajesz się zraniona - odpowiedział stanowczo.
- Potrzebuję ich, zrozum. Nic się nie stało. Po prostu one są jedynym sensem w moim życiu, którego właśnie potrzebuję ! - wrzasnęłam rozzłoszczona.
- Okej, okej, za pół godziny Ci je przywiozę, tylko pożegnają się z Marigold - odpowiedział
- Przepraszam, że z kim? - zapytałam
- Noo, z moją narzeczoną, wiesz Adriane, Ty stoisz w miejscu, ja idę do przodu - odpowiedział.
Wzięłam trzy głębokie wdechy.
- Nie zgadzam się na to aby moje dzieci przebywały z jakąś lafiryndą - odpowiedziałam słodko.
- Myśl sobie co chcesz Adriane, ale lafiryndą ona nie jest i wiedz, że ma o wiele lepsze podejście do dzieci, niż osoba która ostatnio była cała posiniaczona, bo sturlała się po schodach w stanie nietrzeźwości - odpowiedział szybko.
- Oddaj mi dzieci - wysyczałam i rozłączyłam się.
Nikt nie będzie mi mówił jaka jestem.
Otworzyłam białe drzwi lodówki, wyjmując z niej jabłko.
- Adriane otwieraj, natychmiast! - usłyszałam wrzask i walenie do drzwi.
Poczułam ukucie w sercu.
Czy Char dowiedziała się o mnie i Jason'ie?
Powoli otworzyłam drzwi.
Char była cała zapłakana i trzęsła się jak bóbr.
- Och, Adriane - wyszeptała, wybuchając płaczem i rzucając mi się w ramiona.
Zaprowadziłam ją do salonu, zasadzając na kanapie i podając talerzyk z ciasteczkami pomarańczowymi.
- Co się stało, kochana? - zapytałam, głaszcząc ją po dłoni.
- Jason.. - zaczęła mówić między łzami.
- Zdradził Cię? - zapytałam szybko.
- Tak, skąd o tym wiesz? - zapytała, sięgając po chusteczkę.
- Przedstaw swoją wersję - odpowiedziałam niepewnie.
- No więc, kiedy wróciłam do domu z delegacji, znalazłam na łóżku parę majtek. Nie, to nie były wielkie spadochrony jak moje, tylko malusie czerwone koronkowe majtki! Potem zobaczyłam na ubraniu Jason'a czerwone ślady szminki. Zignorowałam to, tak samo jak te durne gacie. Ale Jason powiedział, że wychodzi z kumplem na mecz, więc na własną rękę zaczęłam go śledzić. I co? Obściskiwał się pod klubem z jakąś blond lalunią ! Ale wiesz co, już mi przeszło, faceci to frajerzy. Odpuszczam, nie chcę już żadnego - powiedziała wycierając ostatnie łzy i prostując się.
- Char, zaraz zmienisz zdanie. I uwierz mi, to na pewno nie była jedyna kochanka Jasona - odpowiedziałam.
- O rety, jeśli zachcę mi się romansu to przyjdę do Ciebie i obejrzę jakiś nudny serial z wątkiem miłosnym. Dlaczego uważasz, że to nie była jedyna? - zapytała z uśmiechem.
- Wiesz, po prostu wygląda na takiego typa. Mnóstwo ich na świecie, faceci to dziwny gatunek - odpowiedziałam myśląc o Chuck'u.
  • awatar Gość: Biedna Char, jednak nie możesz ukrywac przed nią prawdy. Haha, podobał mi się kawałek "O rety, jeśli zachcę mi się romansu to przyjdę do Ciebie i obejrzę jakiś nudny serial z wątkiem miłosnym", ma rację dziewczyna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Moje nozdrza uderzył słodki zapach naleśników z truskawkami.
Przekręciłam się na bok i powoli otworzyłam oczy.
Powitał mnie słodki i szeroki uśmiech, osoba z czarnymi, gęstymi włosami i dołeczkami w policzkach.
- Dzień dobry piękna - powiedział Chuck, wpatrując mi się hipnotyzująco w oczy.
Rety, był taki piękny.
Ukryłam twarz między jego ramieniem, a szyją.
- Jesteś cudowny - wyszeptałam.
- Nie tak jak Ty, chodź przygotowałem śniadanie - powiedział wsadzając mi kosmyk włosów zza ucho.
Powoli podreptałam za nim po schodach.
- Emm, Chuck... Czy my..? - zaczęłam niepewnie
Chuck zatrzymał się na schodach i odwrócił się gwałtownie.
- Nie, Pani Rain - odpowiedział zimno.
Skąd ta nagła zmiana? Czy powiedziałam coś nie właściwego? Jeśli obudziłam się z mężczyzną w łóżku po zeszło dniowej randce, odpowiedź sama przychodzi. Ale jednak nie. Było inaczej.
Nie odzywając się usiedliśmy do stołu.
Stały przede mną pięknie przygotowane naleśniki z truskawkami, powoli zaczęłam ich kosztować.
- Mmm.. Wyśmienite - wyszeptałam, spoglądając na Chuck'a
Uśmiechnął się. Jego uśmiech był ciepły, jednak oczy wydawały się puste, zranione.
- Chuck, sama nie wiem jak mam się do Ciebie zwracać, czy czymś Cię obraziłam? Coś się stało? - zapytałam przejęta
- Nie, piękna, wybacz, ja już pójdę - powiedział cicho, wstając od stołu i kierując się w stronę drzwi.
- Proszę Chuck, nie odchodź - wyszeptałam kręcąc głową.
- Nie mogę Adriane, to nie może się stać - powiedział oglądając się przez ramię.
- Co takiego?! - wrzasnęłam.
- Miłość, zazdrość, ból, tęsknota, zakochanie, pożądanie, przyjaźń, te uczucia, ich nie może być między nami - odpowiedział zatrzaskując drzwi.
Nie wierzę.
Chuck, wydawał się inny, lepszy. Wcale nie chciałam od razu się z nim wiązać. Nie pożądałam go. Dlaczego?
Zaczęłam z niedowierzaniem kręcić głową.
Historia lubi się powtarzać - zaszumiał jakiś głos w mojej głowie.
  • awatar Gość: Chuck, tajemniczy mężczyzna, wydaje mi się, że otwarta rozmowa tu nic nie da. Jednak nie odpuszczaj.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Puder, którym zamaskowałam bliznę rzuciłam gdzieś w kąt łazienki i pospiesznie ruszyłam na spotkanie z Chuck'iem.
Przekręciłam kluczyk w stacyjce samochodu i z piskiem opon ruszyłam do parku, gdzie byliśmy umówieni.
Kiedy usiadłam na ławce w parku, nie było tam nikogo. Słyszałam jedynie szum wody, która znajdowała się niedaleko.
Za chwilę przed oczami mignęła mi ciemna czupryna, którą od razu rozpoznałam.
Chuck miał na sobie luźne czarne spodnie i niechlujną koszulę.
- Witaj. - powiedział mierząc mnie wzrokiem.
- Cześć. - odpowiedziałam nieśmiało.
- Bardzo ładnie dziś wyglądasz, może pójdziemy do kina? - zapytał z uprzejmością.
- Jasne, jak chcesz. - odpowiedziałam chłodno.
Bardzo ładnie wyglądam, szkoda, że w kinie jest ciemno i nie będzie mnie widział, cóż za nie udany komplement.
Do kina udaliśmy się piechotą, ponieważ znajdowało się tuż obok.
- Same komedie romantyczne. - mruknęłam.
- Trudno, możemy obejrzeć i komedię romantyczną, czyż nie? - odpowiedział Chuck, stając w kolejce po bilet.
- Jasne. - odpowiedziałam, głośno przeżuwając popcorn, a Chuck zmierzył mnie tylko lekceważącym spojrzeniem, więc zamilkłam.
Bądź damą Adriane.
Usiedliśmy obok siebie na niewygodnych czerwonych fotelach, film trwał już 15 minut, więc nie wiedziałam o co chodzi. Chociaż pewnie o to samo co w każdej komedii romantycznej. Zakochują się, rozstają, a potem z happy end'em wracają do siebie. Cóż za ironia.
- Wiesz co Chuck, ja to chyba skoczę do toalety - szepnęłam.
- Jasne. - odpowiedział Chuck, nie patrząc na mnie.
Jak najciszej umiałam wyszłam z sali kinowej, potykają się o parę wystających spod siedzeń stóp i otrzymując kilka gniewnych spojrzeń.
Łazienka była pusta, a ja byłam w niej sama. Co za ulga.
Stanęłam przed lustrem wpatrując się w swoją twarz. Co się zmieniło od czasu, kiedy byłam młoda i poznałam Laurent'a? Byliśmy tacy szczęśliwi, każda chwila była dla nas wyjątkowa, zdecydowaliśmy się przypieczętować nasz związek, mieliśmy dwójkę wspaniałych dzieci, aż tu nagle BUM! Koniec.
Z ust wyrwało mi się westchnienie, którego sama się wystraszyłam.
- Miłość. - mruknęłam sama do siebie, ochlapując zimną wodą twarz.
- Co takiego? - odezwał się głos.
Przecież byłam tu sama, to niemożliwe.
- Kto tam? - szepnęłam, lekko wystraszona.
- To tylko ja. - powiedział męski głos wyłaniając się z cienia.
- O Boże, Chuck, to damska toaleta, gdzie podziały się Twoje maniery? - zapytałam, trochę rozzłoszczona.
- Wybacz mi Adriane, nie chciałem Cię wystraszyć. O czym myślałaś? - zapytał, wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Chuck, nie powinno Cię to obchodzić. - warknęłam.
- Adriane, możesz mi powiedzieć. - powiedział delikatnie, chwytając moją dłoń.
Jego głos wydawał się taki kojący, jakby mógł zatrzymać całe zło tego świata.
- Boże.. - szepnęłam, czując, że pierwsza łza spada z mojego policzka.
Chuck uśmiechnął się tylko smutno, nie puszczając mojej dłoni.
- Byliśmy tacy szczęśliwi, dlaczego to się skończyło?! - powiedziałam przez łzy.
- Cii.. - szepnął Chuck, całując miejsca na mojej twarzy gdzie zostały ślady łez.
- Chuck,ja.. - powiedziałam, pociągając nosem.
Chuck chcąc mnie uciszyć, swoje usta przeniósł na moje wargi.
Wydawały się dopasowane, jakby zawsze siebie szukały. Jego usta były słodkie i ciepłe.
Położył ręce na mojej talii i zaczął całować mnie także po szyi.
Jego pocałunki były inne. Ciepłe, miękkie, wyjątkowe. Przynosiły ukojenie.
- Odwiozę Cię do domu. - szepnął mi do ucha.
Nie protestowałam, nie miałam na to siły.
  • awatar `Lisa Morigan: Nie ładnie tak wchodzić do damskiego wc :D.
  • awatar Chluba Clive'a: I uważam, że jest dziwny. Typowy facet nooo. Ja bym tego od mojego chłopaka nie oczekiwała. Jeżeli ja się jąkam, płaczę, no cokolwiek, to musi, po prostu musi mi powiedzieć 'cicho, odpocznij, poczekam, uspokój się' i oddać pocałunek w policzek, ale nie w usta. To tak jakby nie liczyło się dla niego, to co mam do powiedzenia, tylko pocałunki i seks. A tak w ogóle... przepraszam, bez obrazy, nie czytałam poprzednich wpisów, ale masz dużo literówek, dialogi masz źle zapisane (tutaj), ale jest dobrze. Musisz pisać uważniej :) Ale ja też... oczywiście, błagam, nie bierz mnie za mądrale :) Po prostu piszę co myślę. Pozdrawiam, Ja.
  • awatar Chluba Clive'a: Łał... Ile osób teraz pisze simowe blogi! Aż jestem skłonna do Was wrócić :O Tak czy siak, na pierwszy plan rzuca mi się w oko interpunkcja. " Puder, którym zamaskowałam bliznę rzuciłam gdzieś w kąt łazienki i pospiesznie ruszyłam na spotkanie z Chuck'iem." Przed "rzuciłam" musi być przecinek :) I jeszcze jedno co do stylu pisania. Źle zapisujesz dialogi. "- Miłość. - mruknęłam sama do siebie" Jeżeli po zdnaiu wypowiadanym przez bohatera postawisz kropkę, to wtrącenie musi zaczynać się z wielkiej litery :) No i nie podoba mi się zdanie "do kina udaliśmy się piechotą" - lepiej brzmi "do kina poszliśmy na pieszo". "Usiedliśmy obok siebie na niewygodnych czerwonych fotelach" - dwa przymiotnki, a między nimi? Pustka. Powinien być przecinek ;)To tyle. Teraz fabuła :D Chuck mi nie przypadł do gustu. Typowy koleś, który ucisza kobietę pocałunkiem. Co to? Kobieta jest jakąś maszyną do całowania? Ps. Nieudany się pisze. Napisałaś rozdzielnie. Reszta w drugim komentarzu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
- Witam. Przysłał mnie Pan Rain, powiedział, że będziecie tu wiedzieli o co chodzi - powiedziałam z nutką arogancji.
- Ach, oczywiście, proszę do sali 32, niech położy się Pani na łóżku i czeka na doktora. - powiedziała lekko speszona młoda recepcjonistka.
- Jasne. - mruknęłam, kierując się do sali 32.
29, 30, 31.
- O jest. - szepnęłam do siebie, popychając białe drzwi.
Pokoik był mały, obrzydliwie pomalowane ściany, łóżko z poduszką, na którym zaraz leżałam przymrużając powieki.
Światło dawała jedynie mała żarówka, która co jakiś czas przygasała.
- Dobry wieczór. -obserwowanie przerwał mi męski i cudowny głos.
Uniosłam wzrok.
Przede mną stał mężczyzna po trzydziestce z niezwykle jasną cerą i kontrastującymi do tego czarnymi włosami.
- Dobry wieczór. - odpowiedziałam, mierząc go wzrokiem.
- Jak mniemam Pani Rain? Przysłał Panią mój brat? - zapytał.
- Tak.. Że słucham?! - wykrzyczałam zdziwiona, otwierając szeroko oczy.
- Tak, Laurent to mój starszy brat. - powiedział spokojnie, patrząc mi głęboko w oczy.
- Ach. - szepnęłam.
To dlatego czułam, że go znałam. Byli tacy podobni.
- Więc, ja... Yyy... - zaczęłam się jąkać.
Przestań Adriane, zganiłam się w myślach. Nigdy nie byłam nieśmiała przy mężczyznach, ale brat Laurenta był zawstydzający, nawet żarówka przestała gasnąć i jakby wpatrywała się w niego.
- Tak, widzę. Zraniła się Pani i wygląda na strasznie wymęczoną. - powiedział beznamiętnie lekarz.
Nawet nie wiem jak się nazywa, jest dla mnie tylko lekarzem, który się nade mną lituje i młodszym bratem Laurent'a.
- Jestem Chuck - powiedział jakby czytając mi w myślach i podając bladą dłoń.
Uścisnęłam ją mocno i uśmiechnęłam się do niego jak najładniej umiałam.
- A więc co Pani wczoraj wyprawiała? - zapytał.
- Eee, że tak powiem urządziłam sobie lekką rozmowę z butelką wina i zrobiła mi to - powiedziałam pokazując na szramę.
- Okej. - powiedział Chuck.
- Aha, i okropnie boli mnie kolano. - powiedziałam.
- Czy nie odniosła Pani innych obrażeń? - zapytał.
Oczywiście Chuck, że dla Ciebie je odniosłam.
- Czuję także ból pod piersią - powiedziałam krzywiąc się.
- Oczywiście. Proszę najpierw zdjąć bluzkę, zbadamy wskazane przez Panią miejsce, a następnie resztę okaleczeń. - powiedział patrząc podejrzliwie w moją twarz.
Jednak podziałało. Zaczęłam powoli i z gracją zdejmować niebieską koszulę, rozpinając guzik po guziku, kiedy spadła już na dół, Chuck bez oglądania mojej nagiej klatki piersiowej zaczął delikatnie jeździć końcem palca po brzuchu i innych okolicach.
- Nic tu nie widzę. - powiedział cmokając.
Skrzywiłam się i zaczęłam z powrotem wciągać na siebie koszulę.
- Niech Pani teraz usiądzie i zbadamy kolano, dobrze? - zapytał, choć wcale nie czekał na zgodę.
- Jasne, ale czy musisz się zwracać do mnie Pani? - zapytałam siadając.
- Oczywiście, to mój obowiązek. - mruknął.
Chuck dokładnie obejrzał moje kolano i szramę, stwierdził, że ból w kolanie to nic poważnego, a rana niedługo się zagoi i zostanie jedynie mała blizna.
- To koniec? - zapytałam, nie wiedząc czy pytam o naszą znajomość, czy wizytę u lekarza.
- Wcale nie, Adriane może spotkamy się jutro? - zapytał, nie czekając na moją odpowiedź, zamknął drzwi z tajemniczym uśmiechem.
  • awatar Gość: świetny wpis, czekam na następny
  • awatar Whitney Naomi Eventim: Ciekawa jestem spotkania z Chuck'iem :)
  • awatar Gość: Tajemniczy, ale jaki uroczy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rano, kiedy się obudziłam, czułam suchość w gardle i dalsze pieczenie w kolanie.
Z trudem wyszłam z łóżka i poszłam do kuchni. Wyglądała tragicznie, talerze były pozbijane, a białe półki zachlapane przez czerwone wino. Wymijając szkody, które wyrządziłam wczorajszej nocy, doszłam do lodówki i wyjęłam sok, który piłam łapczywie.
Pierwsze krople zimnego soku przyniosły mi ulgę, więc utykając poszłam na korytarz, gdzie znajdowało się wielkie lustro. Chciałam obejrzeć moje kolano.
To co zobaczyłam, strasznie mnie zszokowało. Na mojej twarzy widoczna była ogromna szrama, sukienka była zachlapana winem, a kolano było w opłakanym stanie.
Przeglądanie się w lustrze, przerwało mi kolejne walenie do drzwi.
- Boże. - wymamrotałam i ponownie utykając otworzyłam drzwi, nie zważając na mój wygląd.
- O Boże.. Adriane co się stało? Czy ktoś Cię napadł? - zapytał z prawdziwą troską mój były mąż.
- Czy to wygląda, aż tak źle? - zapytałam, drapiąc się po głowie na której zapewne było gniazdo, a nie włosy.
- Tak. Zawiozę Cię do szpitala. Przebierz się, poczekam w samochodzie. - powiedział.
- Gdzie są dzieci? - zapytałam.
- Z opiekunką, chciałem sprawdzić co z Tobą, nie odzywałaś się od paru dni i moje obawy się potwierdziły. - powiedział popychając mnie w stronę schodów.
Prychnęłam. Mój były mąż, który sam zażądał rozwodu martwi się o mnie.
Szybko się przebrałam w byle jakie ciuchy, związałam włosy i zbiegłam na dół, jęcząc z powodu kolana.
Szarpnęłam drzwi i klapnęłam na siedzenie nowego samochodu Laurent'a.
- No nareszcie. - powiedział, wciskając pedał gazu i ruszając z piskiem opon.
Przez całą drogę się nie odzywaliśmy, jednak nasze milczenie przerwał Laurent.
- Masz kogoś? - zapytał zmieniając bieg.
- Nie. - odpowiedziałam, nie patrząc na niego.
Odetchnął jakby z ulgą, której nie rozumiałam.
- A Ty? - zapytałam ostrożnie.
- Powiedzmy, że nie. - powiedział dotykając mojego uda.
- Daj spokój, raz nam nie wyszło, więc tym razem też nie wyjdzie. - powiedziałam, strącając jego dłoń z mojego uda.
Zahamował pod szpitalem.
- Wysiadaj, powiedz że ja Cię przywiozłem, jadę do dzieci, przywiozę je za tydzień, abyś wydobrzała i nie widziały Cię w takim stanie. - powiedział przez zaciśnięte zęby, nie patrząc na mnie.
Bez pożegnania, wysiadłam z samochodu i poszłam do szpitala, kierując się w stronę recepcji.
  • awatar Gość: Współczuję natrętnego byłego męża, ale nawet zraniona wyglądasz świetnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Głośno trzaskałam szafkami, zbijając przy okazji kilka talerzy w poszukiwaniu kieliszków, których niestety nie znalazłam, więc zrezygnowałam.
Piłam czerwone wino prosto z butelki.
Usiadłam na podłodze opierając się o ścianę. Rozglądałam się niespokojnie na boki, alkohol zaczynał działać, widziałam niebezpieczne cienie na ścianach, które uśmiechały się do mnie szyderczo.
Potrząsnęłam głową, tak naprawdę otaczała mnie cisza i ciemność. Byłam sama i nikogo nie miałam.
Spojrzałam na butelkę, była już w połowie pusta.
- No moja przyjaciółko - szepnęłam, całując główkę butelki, tak delikatnie jakby było to małe dziecko.
Cisze przerwało mi głośne walenie do drzwi, odłożyłam delikatnie butelkę na bok i zatkałam uszy, krzywiąc się.
Zostawiłam samotnie moją przyjaciółkę i osobę, która dobijała się do mojego domu, kierując się do ciepłego i miękkiego łóżka.
Zanim doszłam do pokoju zajęło mi to dobre 15 minut, parę razy potykałam się i przewracałam, wyjąc z bólu.
Kiedy poczułam, że schody się skończyły, postanowiłam kontynuację doczołgania się do łóżka na czworaka.
Kiedy już tam dotarłam, czułam ostre pieczenie w kolanie i okropne zawroty głowy.
  • awatar Gość: @Effy Berry: zgadzam się. :)
  • awatar Gość: Skarbie, nie warto topić smutku w alkoholu ;)
  • awatar Gość: szalaejesz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Następnego dnia, obudziłam się naga w łóżku, obok śpiącego Jasona.
Moja skóra wydawała się jakby zdrowsza, bardziej pełna życia.
Pospiesznie wyszłam z łóżka, aby się ubrać.
Wychodząc z pokoju spojrzałam jeszcze raz na Jasona. Jego twarz podczas snu była delikatna, mięśnie nadal odznaczały się pod skórą, a pod jedwabną kołdrą odznaczało się jego nad przyrodzenie, w które wpatrywałam się dobre 5 minut, analizowałam każdą część jego ciała.
Potrząsnęłam głową.
Tak nie może być.
Kiedy już się ubrałam, udałam się do kuchni, aby pozmywać brudne naczynia i przygotować śniadanie. Chciałam się czymś zająć, myślałam o dzieciach i naszym życiu. Nie tak chciałam je urozmaicać.
Wokół mojej talii zaplotły się silne i ciemne ręce.
- Powtórzymy to.. - wymruczał mi Jason do ucha.
Rozpinał już guziczki od mojej białej marynarki, całując delikatnie i namiętnie moją szyję. Wsunął swoją ciepłą dłoń w mój dekolt i zaczął masować pierś.
- Och. - wyjęczałam.
Pieszczoty były cudowne, mogłyby trwać bez końca, chciałabym powtórzyć wydarzenia wczorajszej nocy, ale..
- Nie, Jason. - powiedziałam odpychając go.
- Daj spokój. - powiedział, wyjmując rękę z mojego dekoltu i przejeżdżając palcem wzdłuż talii, przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ale nie mogłam tego kontynuować.
- Przepraszam, jesteś narzeczonym mojej przyjaciółki, nie możemy poddawać się cielesnym pieszczotą podczas jej nieobecności - powiedziałam, zapinając guziczki od marynarki i poprawiając włosy.
- Nawet nie będzie o tym wiedziała - powiedział Jason uwodzicielsko.
Byłam już na skrawku, aby się na niego rzucić i jęczeć do jego ucha, ale nie mogłam tego zrobić, Char to moja przyjaciółka i nie mogę się poddać moim pragnieniom.
- Przepraszam, muszę już iść. - powiedziałam, odsuwając go i wyszłam z hukiem drzwi, wracając do ciemnego i pustego domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po 15 minutach, chociaż sama nie wiem dokładnie ile czasu upłynęło, znudziło mi się czekanie, a więc wyszłam z basenu.
Mokry materiał jeszcze bardziej przyległ do mojego ciała. Wszystkie krągłości i atuty kobiety, było doskonale widać. Jednak niby nie zauważając tego weszłam do kuchni.
Nikogo tam nie zastałam.
Obrzuciłam ją dwa razy wzrokiem i dopiero za trzecim razem zauważyłam liścik i płatek róży leżący obok niego.
Rozprostowałam kartkę.
"Kieruj się za płatkami", było napisane zaokrąglonym pismem.
Faktycznie, na podłodze leżały pojedyncze płatki czerwonych róż, które wiodły na górę po schodach, przed drzwiami sypialni Jasona i Char były liczniejsze.
Uchyliłam drzwi, między którymi cichutko przemknęłam.
Jason leżał na łóżku z przymrużonymi oczami.
Panowała kompletna cisza, a ja słyszałam tylko kapiące krople wody które spadały z mojego ciała.
Jason wstał z łóżka i z gracją podszedł do mnie.
Jego umięśniona dłoń wsunęła się w moje włosy, zaś druga powędrowała w stronę majtek. Delikatnie przesuwał palcem wzdłuż mojego pępka, aż przeszły mnie ciarki.
- Och Jason. - mruknęłam.
Nie chciałam tego przerywać, tak dawno nie byłam pieszczona, dotykana tak delikatnie, sprawiało mi to niebywałą przyjemność.
Jason wziął mnie na ręce delikatnie położył w miękkim łóżku, kładąc się obok mnie i wpatrując w moje zielone oczy.
Wzrokiem obejrzał moje ciało od góry do dołu, zatrzymując się na piersiach i nabrzmiałych sutkach, a także długich nogach.
Zbliżył swoje usta do moich i zaczął łapczywie i jednocześnie delikatnie je całować przy okazji próbując zdjąć mi koszulkę.
- Proszę, nie przestawaj - jęknęłam, wyginając się w łuk, a on błądził ręką po moim już nagim ciele.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Następnego dnia, gdy zostałam sama z Jasonem, a on nadal spał, stwierdziłam, że zrelaksuję się i przy okazji złapie trochę słońca, na leżakach obok basenu.
Przymrużając oczy i relaksując się, pomyślałam o dzieciach.
Ciekawe co robią u swojego taty, ciekawe czy ma już nową żonę, która zastąpiła moje miejsce.
Naglę poczułam czyjeś ręce pod moimi pachami i zanim zdążyłam rozejrzeć się kto to, wylądowałam w mokrym basenie.
Głupia ja, przecież nie suchym.
Prawdę mówiąc dół miałam od kostiumu, za to na górze tylko cieniutką koszulkę, pod którą nie miałam biustonosza. Moje piersi z pewnością odznaczały się na materiale, a makijaż rozpływał się.
Podnosząc głowę zobaczyłam Jasona, który patrzył na mnie z uśmiechem, co raz spoglądając na moje piersi.
Podpłynęłam do niego i zamaszystym ruchem ochlapałam go zimną wodą.
- Eej ! - krzyknął.
- To ja zostałam wrzucona do lodowatej wody, więc mam ochotę na zemstę - krzyknęłam z ogromnym uśmiechem.
- Jasne, to Ty planuj zemstę, a ja zrobię nam coś do jedzenia, okej? - zapytał.
Zaczynał wspinać się po drabince, aby wyjść z basenu. Każdy jego mięsień napinał się i odznaczał doskonale w błyszczącej od słońca skóry.
Potrząsnęłam głową.
- Jasne. - odpowiedziałam, odpływając.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

adrain
 
slowdi
 
Dziękuję serdecznie za miłe komentarze .
A wszystkim innym polecam tego o to bloga !
  • awatar Rudowłosa Sasha: Dziękuję Wam serdecznie za te wszystkie komentarze. : )
  • awatar Gość: Dołączam się :>
  • awatar Gość: Co prawda to prawda, ja także polecam :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Gdy wróciłam do domu zastałam jedynie cisze.
Wyjęłam jogurt naturalny z lodówki i siadając w ciemnej kuchni zaczęłam go pić.
Wpatrując się w ciemną przestrzeń uświadomiłam sobie, że to nie ma sensu.
Bez dzieci nie mam nic.
One dają mi szczęście, urozmaicają moje życie.
Nie mam partnera, który byłby dla mnie oparciem.
- Naprawdę czas coś zmienić. - mruknęłam do siebie, unosząc butelkę od jogurtu.
Natychmiast go odłożyłam i sięgnęłam po komórkę.
Bez zastanowienia wpisałam numer, który znałam na pamięć.
- Halo? - odezwała się Char.
- Hej, słuchaj, mogę do Ciebie wpaść? - zapytałam.
- Do n a s. Czekamy. - odpowiedziała i się rozłączyła.
Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu.
Stwierdziłam, że oszczędzę paliwa i przejdę się.
Wieczory są co prawda chłodne, ale jakże przyjemne.
Wsłuchując się w dźwięk moich uderzających o chodnik obcasów doszłam do domu Char.
Kiedy podniosłam dłoń, aby zapukać drzwi od razu się otworzyły.
Stał w nich ciemno skóry chłopak, z czarnymi krótkimi włosami, kolczykiem w uchu. Bardzo dobrze zbudowany, wręcz idealnie. A w dodatku stał w samej bieliźnie !
- Och - wyrwało mi się.
- Ty pewnie do Char? - zapytał
- Tak, jasne, jestem Adriane - powiedziałam podając mu dłoń, która wydawała się taka mała w porównaniu do jego silnej i ciemnej ręki.
- Jason. - powiedział z uśmiechem, trzymając moją dłoń w uścisku.
Rozejrzałam się po pokoju w którym staliśmy. Jak zawsze w domu Char, ściany były w jasnych odcieniach, a wszystko otaczały rośliny pełne życia.
- Char powinna zaraz zejść. - powiedział
- Jasne, poczekam. - powiedziałam siadając, prostując plecy i zakładając nogę na nogę.
Za chwilę usłyszałam tupot dochodzący z góry.
Do pokoju wleciała czerwona Char, choć było to mało dostrzegalne na jej ciemnej cerze.
- No wiecie co ! Kto by pomyślał ! Tak w ogóle witaj Adriane. Muszę wyjechać na 3 dni ! Mój głupi szef powiedział, że inaczej stracę tę cholerną pracę ! - wrzeszczała Char wymachując rękami.
- Spokojnie - powiedział Jason, dotykając jej ramienia.
Jak za dotykiem anioła, podziałało. Char momentalnie się uspokoiła i usiadła obok mnie z uśmiechem.
- Mam nadzieję, że już się poznaliście. Wybacz mi Adriane, zostaniesz te 3 dni z Jasonem? A ja wrócę jak najszybciej. - zapytała, kładąc swoją dłoń na mojej.
- Jasne. - powiedziałam niepewnie spoglądając na Jason'a.
  • awatar Adriane Rain: @Szczera do Bólu: Masakra. Wstydzę się sama siebie :/
  • awatar Gość: Sexy, heh CO będzie dalej??
  • awatar Gość: @AgaBlog: Ej no. Ale to prawda ! Zawsze są umięśnieni i kojarzą mi się z gangsterami. To znaczy to co kocham. Niebezpieczeństwo !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Usłyszałam głośne walenie do drzwi.
Oczywiście możliwość była jedna, Char przyszła.
Otworzyłam drzwi.
- Hej, hej, co u Ciebie piękna? - zaczęła paplać.
Dziś postawiła na bluzkę w panterkę, która pokazuje jej ogromne piersi i króciutkie czarne szorty.
- Cześć. Char, czy Ty oby nie zapomniałaś, że nie masz 16 lat? - zapytałam niepewnie.
- Jeśli chcesz żebym została dziś z Twoimi dzieciakami, nie przypominaj mi że mam 34 lata, okeej? - zapytała, mrugając do mnie.
- Jasne. - odpowiedziałam.
- No to jak, masz coś do jedzenia? - zapytała otwierając lodówkę.
- Tak, przygotowałam dla Ciebie hot dogi. - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem, siadając do stołu.
Jedzenie. Najlepszy sposób aby przekonać Char.
- No więc co mam robić? - zapytała Char między wielkimi kęsami.
- Przypilnować tego, aby moje dzieci przeżyły. I już. - odpowiedziałam ze śmiechem.
- Jasne, łatwo powiedzieć - powiedziała mlaskając.
- A tak, około 17 przyjedzie po nie Laurent, okej? - zapytałam.
- O świetnie. Na ile je zabiera? - zapytała odsuwając od siebie talerz.
- Nie wiem, chyba na tydzień. - odpowiedziałam niepewnie.
- No i jak, zamierzasz wyruszyć na łowy? - zapytała puszczając mi oczko.
- Nie, raczej nie. A jak tam Twoje sprawy towarzyskie? - zapytałam starając się zmienić temat.
- O kurczę, tylko czekałam, aż o to zapytasz. Słuchaj, poznałam ostatnio chłopaka. Mmm, ciacho. Umięśniony. A zresztą sama może go niedługo zobaczysz. Wprowadził się do mnie. - gadała podekscytowana.
- Zaraz, zaraz. To ile czasu Ty go znasz? - zapytałam zdziwiona.
- No nie wiem, tydzień może dwa, w sumie to żadna różnica, bo nasze życie ..
- Okej, już nie musisz kończyć. Wierzę, że jest ciekawe - przerwałam jej.
Zerknęłam na zegarek. Prawdę mówiąc miałam jeszcze 15 minut, ale powoli zaczynałam mieć dość Char, więc stwierdziłam, że się przespaceruję.
- To ja spadam kochanie. Pamiętaj, pilnuj dzieci. Laurent będzie o 17. Kocham Was. - powiedziałam całując ją w policzek, chwytając torebkę i wychodząc.
- Jasne, my Ciebie też wspaniała mamusiu ! - krzyknęła za mną Char.
  • awatar Carrie Brown: Faktycznie twoja przyjaciółka zapomniała ile ma lat
  • awatar Rudowłosa Sasha: jesteś śliczna, masz klasę ale twoja koleżanka faktycznie zapomniała ile ma lat. : )
  • awatar AgaBlog: @Robyn Rose La Sudoro: dokładnie!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Z ciężkim bólem wstałam z łóżka.
Po cichu, aby nie obudzić dzieciaków poszłam do kuchni. Na wpół przytomna przygotowałam sobie kawę, która jak miałam nadzieję miała mnie rozbudzić.
Spojrzałam na zegarek. 6:30. Niedługo obudzi się Jaimie.
Zaczęłam przygotowywać dla Nas śniadanie.
Kiedy skończyłam, ujrzałam, że Jaimie siedzi już przy stole. Rozczochrany, bez koszulki.
- Dzień dobry, skarbie. - powiedziałam tylko, ucałowałam Go w czoło i podałam gofry.
- Mamo, czy muszę iść dziś do szkoły? - zapytał.
- Och, Jaimie. Dziś jest już piątek, to ostatni dzień. Dasz radę. - powiedziała starając się być przekonującą.
- Dobrze. - odpowiedział.
Kiedy skończyliśmy jeść, zaczęła się szara codzienność.
Jaimie przebierze się, spakuje do szkoły, wyjdzie z domu na 7 godzin i wróci do domu.
Ja obudzę Amy, nakarmię ją i bla, bla, bla.
- Muszę urozmaicić te życie - powiedziałam sama do siebie, idąc po schodach.
- Akuku ! - powiedziałam pochylając się nad małą leżącą w łóżeczku.
Uśmiechnęła się szeroko, pokazując rząd małych, białych ząbków.
- Chodź idziemy coś zjeść - powiedziałam.
Posadziłam Amy na wysokim krzesełku w czasie kiedy przygotowywałam jej zupkę, śpiewałam także jakąś piosenkę z bajki dla maluchów.
- No proszę, pokaż mamie jak jesz. - powiedziałam stawiając małą miskę obok niej.
Usłyszałam dzwoniącą komórkę.
- Tak? - powiedziałam.
- Hej Adriane tu Char, co tam u Ciebie? - zapytała moja przyjaciółka.
Char to znaczy Charlotte, jest kobietą po 30, która jak dotąd miała 4 mężów, niestety za każdym razem rozwodzili się.
Jest niską mulatką i dziewczyną przy kości, która ciągle myśli, że jest nastolatką.
- Okej, właśnie karmię małą. - odpowiedziałam.
- Och, to świetnie, smacznego dziewczęta. Słuchaj, wpadnę dziś do Ciebie - powiedziała nie zważając na to czy mam inne plany.
- Jasne, tak właściwie to chciałabym Cię prosić, abyś została z Amy do jakiejś 16, ponieważ muszę iść do pracy. - powiedziałam.
- Taa, okej, to będę za jakąś godzinę. Całuski, cześć. - powiedziała szybko, rozłączając się zanim zdążyłam odpowiedzieć.
Kiedy odwróciłam się, aby odłożyć telefon, usłyszałam dźwięk rozbijającego się o podłogę szkła. Szybko obróciłam się na pięcie.
Amy patrzyła na mnie wielkimi i niewinnymi oczami mówiąc tylko " bleeee"
- Och, Amy. - powiedziałam i zabrałam się za sprzątanie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
- Maaaaaaamo ! A Jaimie znowu zabrał mi lalkę ! - usłyszałam krzyk Amy z góry.
Odkładając nóż i zostawiając niedokończony obiad, poszłam na górę.
- Przepraszam, ale co tutaj się dzieje? - zapytałam otwierając drzwi.
- No bo, no bo Jaimie zabrał mi lalkę ! - powiedziała obrażona Amy.
Amy była moją 5 letnią córką. Z ślicznymi rudymi włoskami i ogromnymi zielonymi oczami.
- Nie prawda ! Bo Amy powiedziała... - zaczął Jaimie.
Jaimie był zaś moim starszym synem, 8 letnim. Chudej postawy, z bujną czarną czupryną.
- Okej, słuchajcie. Chcecie dziś zjeść obiad z pysznym deserem? - zapytałam.
- Tak ! - odpowiedzieli zgodnie.
- A więc przez najbliższe pół godziny bądźcie cicho, lub jeśli chcecie pomóżcie mi, hm ? - zaproponowałam.
- Ja się zgadzam. - powiedział Jaimie.
- I ja. - poparła go Amy.
I to się nazywa zgoda.

Witajcie ! Jestem 30 letnią samotną matką z dwójką wspaniałych i rozrabiających dzieciaków.
Od niedawna mieszkamy w cichym i spokojnym miasteczku starając się wieść ciekawe życie.
Mam nadzieję, że spodobają się Wam moje opowiadania.
  • awatar Gość: :D
  • awatar Carrie Brown: Fajna rodzinka
  • awatar Gość: Witaj ;) PS śliczna kuchnia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›